z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
Blog > Komentarze do wpisu
Happy after 4th of July

ale mi sie trafił fajny wekend i pomysleć, że zawdzięczam go Komorowskiemu- tak by the way nowemu prezydentowi PL. nie powiem, zebym jakoś specjalnie go lubiła. ale wybór był żaden - Komorowski albo mały złośliwy człowieczek. to już lepiej ten Komorowski.

w Chicago głosowalismy dzień wczesniej niż w PL -czyli w sobotę 3 lipca. miałam w planach po poprzedniej wizycie już się do konsulatu nie wybierać. za dużo zachodu ze mną. niby jedna noga w gipsie, a się człowiek namęczy żeby się tam dostać... no i problem, bo trzeba transport organizować i nie ma gdzie pod konsulatem zaparkować. żebym wiedziała, że będe mieć noge w gipsie to zapisałabym się do komisji o rzut beretem ode mnie, w pobliskim polskim kościele, ale skąd miałam wiedzieć. a konsulat nad jeziorem - to i świetna okazja na spacer i porobienie zdjęć. pod warunkiem, że nogi ma się zdrowe.

a ja teraz lewej nie mam zdrowej. dwa tygodnie temu głosowałam wieczorem. teraz P. zapytał, czy pojedziemy wcześnie rano i miał na myśli baaaaaaaaaaardzo wcześnie! lokale wyborcze otwarte były od 6am. i o tej porze postanowiliśmy wyjechać spod domu, gdzie mieszkam. pomysł dobry biorąc pod uwagę, że temperaturę zapowiadali powyżej 90F, z dużą wilgotnością, a w dodatku Ameryka świętowała weekend 4 lipca. akurat w sobotę szykowały się 3 pokazy fajerwerków nad jeziorem. to ludzi tam zmierzało znacznie więcej, niż zazwyczaj w weekend. a stanie w korku na autostradzie w taką pogodę.... grrrrr....

no to miałam nawet ochote nie jechac głosować, bo juz mi się nie chciało znów z tą nogą... ale wobec tego, co zapowiadały sondaże, to każdy głos się liczył. wolałabym zdecydowanie głsoować na Radka Sikorskiego, ale nie dane mi było w tej kampanii... może za 5 lat?!!!

ale do rzeczy. wyruszyliśmy po 6am.... światło o tej porze jest idealne do robienia zdjęć! ;O)

saturday

saturday

saturday

saturday

a to już polski konsulat. głosowanie poszło sprawnie. mało ludzi o tej porze ;O) a przy okazji spotkalismy zaprzyjaźnioną ekipę tvn24. nawet Michał zachęcał, żebym kilka słów im powiedziała, ale co ja bedę pokazywać jak się z tym gipsem poświęcam?! ;O) gdyby to chodziło o Radka Sikorskiego - bez dwóch zdań. ale dla Komorowskiego - zagłosować trzeba było, ale już satysfakcji z mojego gipsu mieć nie będzie ;O) więc jak zwykle nagadac się musiał P. i nieźle mu trafiło, bo go sama widziałam w "Faktach" :O)

saturday

saturday

no i w windzie w konsulacie jechałam też ze starsza kobietą, która jak ja poruszła się o kulach - ona miała jedną, ja dwie. wymieniłyśmy sobie info o dolegliwościach oczywiście. ona muszę przyznać miała gorzej, bo ma coś z biodrem i wszepionych kilka kawałków metalu. a ja o tych kulach myślę, że zapomnę za miesiąc najpóźniej!

po wyjściu z konsulatu krótka objadowa wycieczka po downtown.... to światło było cudowne!!!

saturday

saturday

saturday

saturday

saturday

niektórym wczesna pora nawet nie przeszkadzała, żeby sobie w upalną sobotę poprotestować i postrajkować ;O)no mają ludzie dziwne upodobania!

saturday

a ja po przejażdżce po downtown zaliczyłam jescze z P. wizytę w Domu Podhalan na południu, w komisji na "Jackowie" - w sali przy samej Bazylice św. Jacka, w siedzibie Kongresu Polonii Amerykańskiej, w kościele św. Konstancji i św. Moniki. taka wycieczka objazdowa po komisjach :O)

taki wiadukt, to po drodze, kiedy już wracaliśmy z "południa" do cywilizacji ;O)

saturday

Bazylika św. Jacka:

saturday

PNA, czyli Kongres Polonii Amerykańskiej:

saturday

To św. Konstancja. jak widać proboszcz jak zwykle zadbał, żeby mu się "impreza" opłacała. przy wejściu do lokalu wyborczego urządził mały sklepik - z kremówkami i pączkami:

saturday

a to św. Monika:

saturday

no i w domu byłam dobrze po 12 w południe ciesząc się, że własnie do niego wchodzę, a nie wychodzę, bo było ciepło!!!

niedziela za to minęła w wersji "light". przyjechała Tereska (hura!!!). pojechałyśmy na chwilę na imprezę, którą organizował zaprzyjaźniony portal, potem z imprezy wyciągnęłyśmy Olę - moją nową znajomą fejsbukową, którą poznałam własnie w "realu" ;O) i pojechałyśmy coś zjeść - padło na meksykańskie i na kawę do Starbucksa (Tereski wybór ;O) który miał stoliki na zewnątrz imiejsce dla mnie!!! i jeszcze załapałyśmy się na tęczę!

saturday

saturday

a to evek pije za zdrowie nowego prezydenta, pana Komorowskiego ;O)

saturday

cały weekend niestety - jak przystało na świętowanie 4 lipca - moi sąsiedzi wypuszczali w powietrze tony fajerwerków. biedny Luis siedział przestraszony i zastanawiał się gdzie najlepiej ewakuować się, gdyby przypadkiem okazało się, że to polowanie na króliki!

no i tak mi minął weekend.

następna sobota też się nieźle zapowiada ;O)

to na razie dobranoc/dzieńdobry!

wtorek, 06 lipca 2010, evek

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

Bookmark and Share