z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
Blog > Komentarze do wpisu
no i dopadło mnie też...

choróbsko. zima jaka jest - każdy w chicago widzi. w zasadzie nijaka. ani to zima, ani wiosna ani nie wiadomo co. wszyscy ciągle chorzy. a ja zakupiłam sobie Echinaceę we wrześniu i łykam i się chwalę, że nic mnie nie dopada.no, chwaliłam się...

w ubiegły poniedziałek musiałam pojechać wieczorem do Loop. wiało. czułam jak wiało zimnem. no i coś mi z tym wiatrem przywiało. od wtorku było tylko gorzej i gorzej. a kumulacja przypadła na piątek, kiedy to musiałam rano pojechać do Hyde Park'u, taka dzielnica nad jeziorem, na południu chicago. podróżowanie dwoma autobusami i pociągiem z gorączką nie jest najlepszym wyjściem. ale co zrobić. miałam o 9.30 ważne spotkanie, na które czekałam od października!

najlepsza jazda była w autobusie z downtown do hyde parku. najpierw poszłam w przeciwnym kierunku. autobus, który potrzebowałam, to taka nieco przyśpieszona linii i nie na wszystkich przystankach staje. więc miała dodatkowy spacer w wietrznym i zimnym o 9 rano downtown... ale w końcu wsiadłam do "1". za kierownicą starszy murzyn. pytam się go, czy jedzie do 3510 S. Michigan - z mapy wynikało, że jedzie, ale ja tam wolę się zawsze upewnić. gościu mówi, że tak. no to ja zadowolona siadam. i jedziemy. poza mną w autobusie może ze 3 osoby jeszcze. o tej porze to większość raczej w odwortnym kierunku jedzie... no więc jedziemy sobie i jedziemy i nagle na wyświetlaczu w środku autobusu, na którym pojawiają sie nazwy przystanków, wyświetliło się "1510 S. Michigan". i co ja zrobiłam? wysiadłam.... nie wiem dlaczego... kierowca się zatrzymał, popatrzył za mną i woła mnie przez otwarte drzwi: "-a ty nie pytałaś o 3510?".

wsiadam z powrotem... pukając się w głowę. kierowca do mnie: "-czy ty jedziesz do kwatery głównej policji?". ja: "tak". no to on z uśmiechem: "wiesz co, to ja ci powiem gdzie masz wysiąść".

no i wysadził mnie prawie pod samymi drzwiami policji... na szczęście udało mi się tam wejśc i zameldować na recepcji bez przeszkód i dziwnego zachowania... sukces kurna jak na mnie w tym dniu. ale nie ma tak łatwo...

odsiedziałam swoje na recepcji, w poczekalni. i wreszcie przyszła po mnie pani, która miała przyjśc i pojechaliśmy - bo jeszcze kolega się pojawił - na 4 pietro. tam miałam do załatwienia jedną rzecz,która normalnie zajmuje 5 minut... ale w moim przypadku zajęła... półtorej godziny!!! bo... zepsuł się komputer...

siedziałam więc półtorej godziny tam i czułam jak moja gorączka się podnosi. dobrze, że wzięłam ze sobą wodę! wreszcie po półtorej godzinie udało się.

idealnie by było, gdybym mogła stamtąd wyjść i pojechać do domu, ale niestety musiałam pojechać do pracy. pogoda tymczasem się jeszcze pogorszyła i oprócz wiatru na dokładkę była też mżawka. więc najpierw mnie nieźle przewiało na stacji, kiedy czekałam na kolejkę, a potem odstaliśmy swoje, bo okazało się, że na czerwonej linii kolejki był jakiś wypadek i wszystkie "czerwone" pociągi jechały na powierzchni, zajmując linie kolejkom, które normalnie tam kursują (czerwona jeżdzi pod ziemią) przez co wszystko było opóźnione...

soboty przez to nie pamiętam,bo przeleżałam całą w łóżku w stanie nie najlepszym, a niedziela podobnie. trochę wieczorem mi się polepszyło,ale kiedyś kurna musiało jak się nałykałam tyle tabletek! przezornie w czwartek nabyłam w Walgreensie wszystko, co było mozliwe na Cold/Flu i nawet po raz pierwszy pani przy kasie poprosiłamnie o ID...

i tylko w takich chwilach to chciałabym sobie chorować w domu u mamy i taty... no ale cóż.

tymczasem dziś też zaliczyłam zdziwko, bo wyglądam sobie przez okno popołudniu, jak wstałam, a tu śnieg...

dziś też swoje urodziny obchodziło Chicago. 175! jeszcze przez godzinę i 13 minut można Chicago składać życzenia "Happy B-Day" :)

zdrówka wszystkim!

poniedziałek, 05 marca 2012, evek

Polecane wpisy

  • Do trzech razy sztuka

    Blox już dawno na zasłużonej emeryturze. Czas na restart :) https://ewwwek.wordpress.com/

  • burza

    w mojej ośmioletniej historii bycia tutaj w JuEsEju dwa razy jak dotąd bałam się burzy. pierwszy raz w kilka dni po przylocie, we wrześniu 2004. moja pierwsza b

  • rozczarowanie Chylińską

    normalnie nie chodze na polskie imprezy w Chicago. bo zawsze wydana na bilety kasa jest zmarnowana. do tej pory może na dwóch imprezach nie żałowałam, że byłam

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/03/12 14:38:35
Mnie również dopadło.. :( Może to powodu zmiany pogody, przez parę dni było ciepło i znowu uderzyły mrozy. Na szczęście miałem mozliwość wyleżenia się w domu. Nie wyobrażam sobie z gorączką wyjść na taki deszcz i wiatr :| Koszmar. Pozdrawiam.

Bookmark and Share