z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
Blog > Komentarze do wpisu
tyle tyle dookoła ;)

gdzieś byłam jak mnie tu nie było. ciężko pozbierać to wszystko w całość i wreszcie zmobilizować się do pisania. szczególnie jak człowiek spędza prawie 12 godzin codziennie przed kompem, to już na prawdę marzy tylko o tym, żeby tego kompa wyłaczyć a nie bloga pisać.... mimo, że mój blog ostatnio taki porzucony trochę, to jednak go całkowicie nie zostawię. może jeszcze ktoś tu zajrzy :)

no to trochę podgonimy czas :)

na "chwilę" w Chicago zrobiło się lato. Gdzieś tak w drugiej połowie marca temperatury podskoczyły nagle w granicach 90F!!! z leksza szok. mimo, że zimy tak do końca nie było. więc w momencie drzewa, krzaczki i inne oszalały. i tak w okolicach 20 marca przekwitły magnolie, zakwitły drzewa, pokazały się tulipany... a zaraz potem temperatura wróciła do normy i jest zimno. i trochę się boję o te kwitnące drzewa i kwiatki...

 

w nocy z 10 na 11 marca zmieniliśmy czas na letni. co kompletnie mi umknęło i niestety w niedzielę - 11 marca - nie dojechałam na paradę irlandzką na południu miasta...ale byłam zła na siebie... na szczęscie w trakcie spóźnionej o godzinę podróży na południe chicago, jeszcze na północy dopadli mnie Andy i Aga i zamiast parady miałam świetne śniadanie w Uptown w świetnym towarzystwie :) a potem jeszcze spacer nad Jeziorem Michigan. a było pięknie! i ciepło!!!

100_6556

przy okazji wizyty tam miałam wspomnieniową krótką wycieczkę w okolicach Truman College, gdzie chodziłam na angielski, a teraz zapisałam się na kursy online z grafiki, bo już nie ma czasu jeździć tam... ale okolica zrobiła się o wiele milsza, niż była w 2004 roku :)

to jest Truman College:

100_6477

a stamtąd już tylko rzut beretem nad jezioro. poszłam sobie na plażę. siedziałam na piasku i było pięknie :) mniej więcej tak:

aż się nie chciało jechać do domu...

w poniedziałek za to się nieco ochłodziło i zachmurzyło. tak wyglądała droga do downtown w porze tuż przed lunchem:

powodem wycieczki była wizyta w kwaterze głównej Republikanów, bo zbliżały się prawybory w Illinois. nie będę ukrywać, że dla mnie powodem było to, iż zaprosił tam nas Dan Rutherford. za Republikanami nie przepadam. w ogóle za polityka jakoś mało. ale Dan Rutherford jest osobą, której nie da się nie lubić. więc się stawiliśmy - ja i Prezes :) konferencję zorganizowano w ciasnym pomieszczeniu. byłam za to pod wrażeniem, jak dziennikarka sieci NBC, obok której sobie siedziaam, szybko potrafiła wklepywać smsy na swoim blackberry i prawie cała konferencję streściła smsami.... a nie miała lat 20 tylko zdecydowanie więcej! szacunek! bo te klawisze w blackberry takie maleńkie...

100_6624

100_6637

ale przy okazji po zakończeniu konferencji  zdążyłam sobie nieco zwiedzić to miejsce. mają tam kilka ciekawych pamiątek ;)

100_6641

100_6643

100_6639

100_6640

 

Wprawdzie nie udało mi się wtedy w niedzielę dotrzeć na South Side Irish Parade, ale dotarłam na coroczne barwienie rzeki Chicago na zielono do chicagowskiego downtown. i to w miłym towarzystwie :) to było bardzo gorące i bardzo udane przedpołudnie. akurat 17 marca wypadł w sobotę i po raz pierwszy było ciepło!!! bardzo ciepło! szok normalnie.

w tym roku też dzięki akredytacji udało się wejść bardzo blisko gości, którzy barwią rzekę. i to było super doświadczenie. barwnik przez nich używany jest intensywnie pomarańczowy, a rzekę zabarwia na idealnie zielony kolor. co w słońcu, które w tym roku dopisało, wygląda niesamowicie pięknie.

to był zresztą bardzo pracowity weekend. bo w niedzielę okazało się, że trafiła mi się wycieczka na wiec wyborczy Mitta Romney.... bardziej od tego, co tam gadali skoncentrowałam się na podglądaniu mediów ;) i na przkład wiem, że dziennikarze ogólnokrajowej tv potrafią jedną ręka pisać korespondencje, a drugą sprawdzać w tym czasie Facebooka i wyniki meczów na ESPN ;) ale to jeszcze nic wobec tego, co zaobserwowałam kilka dni później w Schaumburgu, co mnie nieco przeraziło.... ale o tym za chwilę. w Vernon Hills to wyglądało tak:

Na fotach na drabinie jest Artur, nasze foto. to historyczna fota ;)

Żeby już skończyć temat Mitta Romney, to we wtorek, 13 marca odbyły się w Illinois prawybory. główna impreza Republikanów popierających Mitta Romney była w hotelu w Schaumburgu. od zaprzyjaźnionego fotoreportera wiem, że media o miejsca na specjalnym podeście tam walczyły już od 1 po południu. kiedy Mitt Romney pojawił się  po 8pm. nieźle co...

w Schaumburgu stawiły się wszystkie ogólnokrajowe media, na czele z CNN'em,które zawsze na żywo robi niezłe wrażenie. ponieważ trafiłam do boksu dla mediów i nie chcieli mnie już stamtąd wypuścić, to się poprzyglądałam co inni robią :)

i tu mnie właśnie przeraziła jedna rzecz. stałam obok podestu dla foto, takiego z boku, trochę od tego głównego. ale ten boczny też był zapchany. i koleś obok którego stałam robił zdjęcia. nie wiem dla kogo. ale miał trzy aparaty na statywach każdy. zmieniał tylko aparaty. wyglądało to tak, że lewą ręką robił zdjęcia, a prawą w tym samym czasie przeglądał zdjęcia z karty wyciągniętej z innego aparatu w laptopie i od razu je wysyłał... podziwiam jego sprawność. ale generalnie to chore. teraz jednak liczy się czas i kto pierwszy, bo wiadomo - do internetu idzie od razu.

Tak więc z 2008 roku mam wejściówkę z HQ Baracka Obamy, a z 2012 - z HQ Mitta Romney.... widać wszystko trzeba w życiu przeżyć ;) choć wejście "do Obamy" było bardziej dramatyczne i lepsza była z tego historia. a do Romney'a - przyszłam, pokazałam akredytacje i weszłam...

ale dość polityki. bo generalnie te wszystkie wiece są męczące. w takim Vernon Hills na przykład temperatura na tej sali, gdzie było to spotkanie dochodziła prawie do 100F chyba. strasznie duszno i ciepło tam było, a do spędzenia było przynajmniej ze trzy godziny tam :(

dla równowagi chyba teraz zrobiło się zimno. bardzo zimno.

może w następnym poście napiszę o moim nowym koledze z pracy, który jest Czechem z pochodzenia, zabawnie mówi po polsku i w ogóle potwierdza regułę, że Czesi to wyluzowany naród z poczuciem humoru :)

ale to chyba do następnego ;) dziś mi zdecydowanie wystarczy stukania w klawiaturę.

---

a!!! jeden jeszcze ważny news. zostałam ponownie ciocią! mój "Starszy Brat" dorobił się super córeczki :) jeszcze się nie poznałyśmy na żywo ale wszystko wkrótce przed nami :)

niedziela, 01 kwietnia 2012, evek

Polecane wpisy

  • we are all green

    Jak tylko zaczyna się marzec w Chicago, to nie, ze nie mogę doczekać się wiosny. to bardziej, że nie mogę doczekać się Świętowania Irlandzkiego czyli St. Patric

  • Złota Polska w Chicago

    Jesień. ciągle tu jest, choć dziś dała do zrozumienia, że zima za progiem stoi. ochłodziło się. lubię jesień w Chicago. może trochę z sentymentu, bo była pierws

  • niedziela w kolorze jeans

    nadchodzi taki moment niestety, że ulubione jeansy przecierają się już na tyle, że nie sposób ich założyć - nawet tutaj, w Ameryce, gdzie generalnie ludzie mają

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/04/01 13:03:09
O matko, jak przeczytalam "for honesty in government vote republican" to se chyba musze isc puscic pawia. I sie natychmiast wykapac:))
Szczegolnie po takim prezydencie jak Richard Nixon:)))))))))))0
Buahhahahhahahahaha
-
2012/04/01 19:00:13
wiedziałam, że ci się spodoba Stardust :))))
-
2012/04/02 01:19:36
Zielonosc w CHicago bardzo mnie sie podoba.
Co do republikanow to zgadzam sie ze Star i tez mnie na pawia bierze. Sorry
-
2012/04/02 02:28:35
ależ ja was obie doskonale rozumiem co do Republikanów. ja to jeszcze na zywo słucham i oglądam... spox ;)
-
2012/04/05 05:27:39
evek, Ty to w swiatowym towarzystwie sie obracasz!
-
2012/04/07 08:03:56
ha ha, Atsanik ;) masz poczucie humoru na tej prerii :)))

Bookmark and Share