z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
niedziela, 22 stycznia 2012
Iron Lady

udało się! zobaczyłam Iron Lady. zdecydowanie Meryl Streep powinna dostać Oscara za tę rolę. rewelacyjnie zagrała. przeczytałam też wcześniej opinie dwóch osób o tym filmie i obydwie narzekały, że kiepsko tam z historycznym tłem. no mało jest tej historii, mało tego tła. kamera koncentruje się jakby głównie na Meryl Streep, czyli na Margaret Thatcher. i powiem, że mi to nie przeszkadza... jakby w tle było więcej, to też by nie było źle.

a na wyróżnienie zasługuje jeszcze praca operatora. rewelacyjne zdjęcia. no i za charakteryzację też powinien byc Oscar, bo Meryl jako Żelazna Dama wygląda niemal jak oryginalna Margaret Thatcher. a przynajmniej wygląda tak, jak ja Żelazną Damę zapamiętałam, z czasów, kiedy byłam dzieciakiem i historie się rozgrywała...

jeśli ktoś się może wybrać do kina na to, to jak najbardziej polecam. film trwa trochę ponad 1.5 godz. mi minęło szybko. i nie nudziłam się. poza tym w Muvico w Rosemont mają wygodne fotele :)

sobota, 21 stycznia 2012
biała historyjka

no to zima jednak jest w Chicago. choć trochę w TV przesadzili. straszyli, jakby co najmniej miało nas zapadać tym śniegiem po dachy domów... trochę mnie ilość rozczarowała muszę przyznać. bo z opisów i "winter advisories" to liczyłam, że będzie niezła zamieć... ;)

ale ja nie o tym chciałam. poszłam w czwartek wieczorem po zakupy, bo pomyślałam, że jak w piątek zacznie padać ten śnieg, to na pewno mi się nie będzie chciało z siatami popylać.

więc stoję w sklepie już do kasy sobie. nie było tłumów. przede mną jeden gościu, w średnim wieku, latynos, ale mówi po angielsku. chłopak kasuje, dziewczyna pomaga pakować zakupy. w pewnym momencie dziewczyna podnosi galon mleka i pyta się mężczyzny, czy chce to do siatki czy bez? a gościu tak naturalnie do niej: - nie, wypiję na miejscu ...

chwila konsternacji i śmiech.

nie mogłam się powstrzymać i zapytałam go jak długo mu zajmie wypicie tego "na miejscu". a on do mnie: - od drzwi sklepu do samochodu. dystans spacerkiem :)

żartował. ale powiedział to tak naturalnie, że żart mu się udał. rozbawił kilka osób dookoła. takie historyjki lubię :)

tymczasem zima. poszłam przed północą na mały spacer. wtedy jest spokojnie i cicho. kilka fot poniżej.

piątek, 23 grudnia 2011
first day of winter

pierwszy raz od kiedy jestem w Stanach jest grudzień i nie ma śniegu... i nie będzie na razie. temperatury jak na wiosnę - taką wczesną, marcową. niby zimno, ale nie bardzo. mrozu też nie ma... jakoś tak smutno wyglądają te drzewa bez liści i te ozdoby świąteczne na trawnikach, nierzadko nie sprzątniętych z liści.... wiem, czepiam się o te liście, bo sama pierwszy raz grabiłam w tym roku. ale na prawdę fatalnie wygląda świąteczny świecący reniferek w starych liściach, zwiędłych...

a dziś, w ramach pierwszego dnia kalendarzowej zimy padał deszcz :(

ale żeby nie było tylko tak smutno, to w domu czekała na mnie przesyłka od Jolka. w środku kartka i to - rysunek od Reginki. czyż nie jest piękny?! jutro kupię ramkę i powieszę sobie. a co! reszta już wisi ;)

reginek

z przerażeniem też patrzę- jak co roku o tej porze - na te tłumy przewalające się w sklepach. dziś wracając z pracy zobaczyłam kolejkę w piekarni obok.... tam nigdy wieczorem nie ma ludzi. no, może czasami jakaś zabłąkana osoba, albo ja wchodzę w drodzę do domu. a dziś - kolejka...

ja tam kupować wiele nie będę, bo ile mogę zjeść ja i królik! ja to i może sobie coś świątecznego strzelę nawet, ale Luis... sałata, chrupki, gruszka i herbatniki. menu jak co dzień :)

przy okazji oglądam sobie tutaj jednym okiem Nightline na ABC i pokazują, gdzie w Stanach szaleje zima.... aż ciężko uwierzyć! oprócz tego tornado w Alabamie... nie dla wszystkich święta będą wesołe...

no to może jakiś świąteczny klimacik. w domu w Tarnowskich Górach ciągle jest ta pocztówka dźwiękowa z tą piosenką. moja ulubiona na święta. to wersja akustyczna z ubiegłego roku. też mi się podoba:

czwartek, 15 grudnia 2011
I wish you...

wczoraj przyszedł do firmy gdzie pracuję gościu,który myje okna. lubię go, choć nie jest za bardzo rozmowny. ale zawsze miły. no i myje te okna raz na tydzień za $3 ... żal mi go, bo co to za kwota. jak mam przy sobie kasę, to zawsze daję mu coś więcej. bo te $3 to śmiech na sali...

no ale wczoraj patrzę, a on wchodzi. w środę... myślę sobie, że może zmienił dzień. ale był bez tego swojego wiaderka i przyrządów. za to z kopertą w ręku. dał mi kartkę i życzył Happy Holiday :)

kartka wygląda tak:

1

2

pomyślałam sobie, że gościu kasując te $3 za mycie, to musi się nieźle namachac tymi szczotkami i innymi, żeby z tego $3 na tę kartkę zarobić... ale mimo to chciało mu się trochę na to wydać i przyniósł... miło. bardzo miło.

wtorek, 13 grudnia 2011
Merry Christmas Charlie Brown!

w niedzielnych wiadomościach na kanale ABC 7 zapowiedzieli, że możliwość opadów śniegu na święta wynosi na dzień dzisiejszy 25 procent.... i nie widać, żeby się zmieniło... dziś temperatura w ciągu dnia powyżej 40F.... zaczynam się czuć jak nie w stanie Illinois! nie powiem, żebym tęskniła za śniegiem i zimnem, a tu potrafi być zimno. ale jakoś tak dziwnie się czuję, jak sobie idę w grudniu chodnikiem, w Chicago, a śniegu nie ma. odkąd pamiętam, to 1 grudnia był granicą pomiedzy ciepłą jesienią, a zawaleniem nas śniegiem. zawsze padało! najpóźniej 3-go, ale na początku grudnia zawsze. a tu spadło w ubiegły czwartek trochę i to na razie tyle...

snow

Święta tymczasem nadchodzą wielkimi krokami, co widać głównie po tłumach w sklepach. wybrałam się w niedzielę do downtown z Gosią i jej bratankami. i wpakowaliśmy się w oko cyklonu wybierając do odwiedzenia Christkindle Market na Daley Plaza i Macy's na State. bynajmniej nie w celach zakupowych - tym różniliśmy się od tłumów popylających z siatami.

Na Daley Plaza nie dopchaliśmy się niestety do Mikołaja. Ale na szczęście chłopakom nie było aż tak bardzo żal. Poszliśmy do Macy's pooglądać ruchome wystawy - na zewnątrz, a później w środku namierzyć choinkę.... ale ludzi się tam przewalało... w niedzielę... w sumie smutne. ale tak to już bywa. nie wiem, może jakbym miała kilka setek $$$ do wydania, to też bym tak latała... chociaż jakoś siebie w tym nie widzę.

setek wprawdzie nie mam. ale wydałam dziś całe $9.90 na moje świąteczne drzewko :) zawsze lubiłam choinkę. i w domu w Tarnowskich Górach stała i staje co roku duża, a nawet kilka dużych. ale tutaj nie mam za bardzo miejsca na choinkę. no i nie zawsze było nawet jak ją kupić...

a w tym roku wypatrzyłam w Walgreensie pudełko trójkątne z napisem "Charlie Brown's Christmas Tree". są dwie wersje - większe (24 cale) i mniejsze (14 cali). Moje to wersja większa ;) ale nie mogłam się oprzeć! pod drzewkiem stoi już kilka drobiazgów, które pewnie inni nazwali by śmieciami, ale mi się przyplątały podarowane, albo jako wspomnienie różnych wydarzeń i osób. więc to chyba dobre miejsce dla nich.

poza tym nic nie będę kupować ani za niczym biegać.może tylko kilka tradycyjnych przysmaków na Wigilię postaram się upolować, choć Luis i tak będzie kręcił nad nimi swoim króliczym nosem z niezadowolenia. dla Luisa będzie więc sałata :)

no więc chyba mogę zacząć już powoli świętować :)

a tak to moje drzewko wygląda:

100_4805



tu update spod drzewka:

 

100_4810

piątek, 25 listopada 2011
Thanksgiving 2011

100_4174

100_4162

Miało być 60F i słońce, a było jak zwykle - zimno i ponuro.... Temperatura w ciągu dnia ledwie sięgnęła górnej granicy 40F i jeszcze po 10 rano  zaczęło wiać i to zimnym wiatrem...

ale przez to, że zapowiadali, że będzie tak ciepło i wspaniale, to też i większa ilośc ludzi przyjechała do downtown oglądać paradęz okazji Święta Dziękczynienia. I w tym roku jeszcze zaczęła się o czasie, czyli o 8.30 rano. W ubiegłym roku była godzina spóźnienia...

Dojechałam dokładnie na 8.30. ludzi w cholere, miejsca do zdjęć nie ma. Wymyśliłam sobie, że wysiądę z kolejki tak, by załapać się tam, gdzie parada startuje mniej więcej. ale tam było sporo ludzi. więc poszłam na koniec - dość kawałek. a tam - też dużo ludzi... no to z powrotem klnąc na siebie pod nosem. jeszcze częściowo State St., gdzie parada maszeruje, była zamknięta dla przechodniów i oglądaczy - tylko jakieś wydzielone sektory nie wiadomo dla kogo. więc musiałam obchodzić "dookoła"...

w końcu miejsce znalazłam jakieś takie sobie, żeby nie powiedzieć beznadziejne. dlatego foty do kitu... trudno. nie zawsze się wszystko musi udać. i tak fajnie, że jest ta parada. bo bez tego Thanksgiving to byłby smutny kompletnie - przynajmniej u mnie.

za rok przynajmniej wstanę wcześniej.

---

a całkiem nie w temacie, to od kilku godzin posiadam w swoich zasobach muzycznych album "Boso" Zakopower i powiem, że mnie wzięło.... a nigdy ich nie słuchałam za bardzo.widać kiedyś trzeba było :)

---

Niestety Thanksgiving przyniósł też smutną wiadomość o śmierci Maggie Daley, żony byłego burmistrza Chicago Richarda M. Daley. Od 2002 roku zmagała się z rakiem piersi. Lubiłam ją. Nie była osobą bardzo publiczną, nie pchała się przed kamery i obiektywy. Raczej skoncentrowana na swojej rodzinie. Ale jak już zaangażowana to w realizację programów dla dzieci i uczniów, między innymi "after school matters" - który dawał i daje zajęcie dla dzieciaków popołudniami, po szkole...

Rest in Peace Mrs Maggie Daley [*]

niedziela, 20 listopada 2011
idą święta...

idą idą... na razie w czwartek najbliższy jedyne moje ulubione święto tutaj, czyli Thanksgiving. szkoda tylko,że od kilku już lat spędzam je samotnie, bo nikomu nie zależy, żeby świętować. ale narzekać nie będę. czekam na ulubioną paradę, która chyba nigdy mi się nie znudzi ;)

tymczasem moi sąsiedzi już rozwieszają świąteczne dekoracje.od kilku dni łatwiej mi trafić kluczem w zamek u drzwi po ciemku, bo mam niedaleko to:

neig

zrobione telefonem więc nie najlepszej jakości, ale na spacer z aparatem poczekam, aż ich więcej przybędzie ;)

oficjalnie sezon świąteczny w Chicago rozpoczyna co roku Magnificent Mile Lights Festival na Michigan Ave. i zapalenie światełek na oficjalnej choince. Pierwsza impreza miała już miejsce wczoraj. Od rana na Michigan Ave. odbywały się różne imprezy i koncerty, a wieczorem przemaszerowała parada z bohaterami kreskówek Disneya i zapalono światełka na drzewach na Michigan Ave. właśnie. impreza głównie dla dzieci, a że ulica ta to jeden wielki targ próżności ze sklepami wszystkich możliwych marek i projekatntów, więc generalnie rozpoczął się sezon zakupów.

Parada jest głównie atrakcją dla dzieciaków, ale ja choć nieco stara jestem, to nigdy Myszki Miki na żywo nie widziałam więc postanowiłam spróbować. A do tego dzień był wyjątkowo ciepły jak na listopad i wieczór też. Nawet żal było w domu siedzieć!

Niestety ta fajna pogoda sprawiła też, że podobnie jak ja pomyślało jeszcze około pół miliona ludzi, a drugie pół zgodnie z coroczną tradycją przyszło z dziećmi. Tłok był więc niesamowity. a jeszcze większośc rodziców posadziła dzieciaki na ramionach więc nie było sensu stać w tym tłumie, bo i tak do zdjęć mało co było widać. więc foty tylko tyle i to nienajlepszych. ale Myszkę Miki na żywo wreszcie widziałam ;)

starczyło jeszcze wieczorem czasu na przechadzkę po downtown.

chi

chi

teraz pozostało już tylko oficjalne zapalenie światełek na oficjalnej choince Chicago przy Dalej Plaza - to będzie w środę przed Thanksgiving. I koncerty kolęd i piosenek świątecznych w cieniu "Fasolki". a potem święta, nowy rok jakoś miną i będę czekać na wiosnę.

a! i w Parku Milenijnym działa już lodowisko :)

wtorek, 15 listopada 2011
wojna wcale nie jest tam daleko...

gdzieś tak koło południa usłyszałam jak nad głową latają mi helikoptery. precyzując to nad domem. i pomyślałam, że coś się musiało stać. te helikoptery to zawsze wywołują niepokój. zazwyczaj to stacje telewizyjne filmują z góry jak coś się dzieje. ale zamiast wiadomości, to o 11 włączyłam talk show Andersona Coopera. tyle, że przed 12 musiałam wyjśc, bo umówiłam się z G.

no i wyszłam. idę i widzę, że w oddali na Belmont jakiś tłum stoi na chodniku. ale, że to daleko, a wzrok już nie ten, to szczegółów nie widzę. myślę sobie - no tak. wypadek albo coś. ale dużo tych ludzi mi się wydaje...

no i dochodzę do Belmont, a w miezyczasie dzwoni G. i już wszystko wiem...

uczniowie z pobliskiej szkoły średniej imienia św. Patryka stoją wzdłuż chodnika przy szkole. każdy z nich (chłopaki - bo to szkoła męska) trzyma w ręku flagę. czekają. do tego wszystkie stacje telewizyjne z rozstawionym sprzętem. na przeciwko szkoły Patryka, na chodniku stoją dziewczyny ze szkoły Notre Dame, no i mieszkańcy...

a powód?

za kilka minut przejedzie kondukt żałobny. kilka dni temu w Afganistanie zginął 25-letni kapral Nickolas Daniels. był uczniem st. Patrick High School - teraz uczy się tam jego młodszy brat. a do tego pracował w tej szkole jako trener drużyny futbolowej. w Afganistanie zginął zaledwie po 6 tygodniach służby...

kondukt wyjechał z domu pogrzebowego przy Belmont/Oak Park, pojechał pod dom zabitego żołnierza, pod jego szkołę podstawową, przejechał obok szkoły średniej i pojechał na cmentarz....

smutne to było. kolejna niepotrzebna śmierć...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 142
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
ABOUT me czyli ewwwek w sieci
Blogi & USA
Blox.pl
CSS / WWW / HTML
Evek zaglada tutaj ;O)
Fotoblogi
HiT!
Specjalne
TARNOWSKIE GóRY

Bookmark and Share

ewwwektm.blogspot.com

em.com

SENSE


The World Is Yours by sense


Learning To Be by sense

AC360

Anderson

JohnKingUSA

DL

Magda

ProgressForPoland.com