z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
czwartek, 27 września 2012
Big Apple - epilogue ;)

muszę jeszcze w związku z NYC napisać o dwóch rzeczach.

1. Jeśli chodzi o Nowy Jork, to rzuciło mi się w oczy, że tam nie ma tylu Latynosów ile w Chicago. tutaj stanowią wyróżniającą się przewagę w tłumie ludzi w każdym niemal rejonie miasta. W NYC jakby w mniejszości... nie żebym coś do nich miała, ale tak rzuciło mi się w oczy. Całkiem inny jest ten tłum na ulicach NY niż w Chicago.

2. muszę się jeszcze pochwalić, że we wtorek po powrocie dostałam rano to:

NY cell

Wypiłam ją siedząc w ten ciepły poranek na schodach przed domem w towarzystwie Agi :) zabrakło Andyego, ale cóż - ktoś musiał pracować, żeby miło czas mógł spędzać ktoś :)

no to definitywnie temat NYC na tym blogu zamykamy i life goes on...

środa, 26 września 2012
NY część 3 i ostatnia

czas wreszcie napisać o poniedziałku sprzed ponad dwóch tygodni...

nie, nie zobaczyłam Andersona Coopera na żywo. odstąpiłam swoje miejsce pewnemu starszemu gościowi... już nawet nie chce mi się pisać o tym... wierzę, że jeszcze się uda. to był mój główny punkt podróży do NY. trudno. i tu całkiem niespodziewanie głównym punktem mojego "NY Story" stało się spotkanie z blogowymi przyjaciółmi :) Nie udało się ze wszystkimi, ale tak bywa.

przy okazji podziękowania za cierpliwość należą się jeszcze raz Evicie, która musiała wysłuchiwać o Andersonie mniej więcej co 5 minut przez ten weekend... :)))

ale wracając na Manhattan w poniedziałkowy poranek. mam więc kilkanaście godzin dodatkowych "w prezencie" od losu na NY. to i tak niesamowite stać sobie na Manhattanie - wierzcie mi ;) no to postanawiam sobie pochodzić i zobaczyć na maksa ile się da... ruszam więc w kierunku Broadway z 2 mocnymi punktami:

1. kupić kawę

2. kupić mapę

w poniedziałek jestem zdana na siebie, bo moi genialni przewodnicy M. i J. - w pracy... zaczynam od ... mapy. przechodzę koło takiego Newstand, gdzie sprzedają gazety i inne pierdoły, to myslę, że mapę będą mieć. sprzedawca na pierwszy rzut oka pochodzenbia hinduskiego albo arabskiego. nie wiem co mnie przyćmiło przy tym newstand, może moje myśli już o lotnisku i wieczornym powrocie do Chicago, ale spytałam pana czy mogę u niego kupić... mapę Chicago. gościu patrzy na mnie lekko zdziwiony... a ja myślę, że pewnie mnie kurna nie rozumie... i nagle do mnie dochodzi, co ja do niego wypaliłam... mówię mu, że sorry, że przecież ja ciągle jestem w NY. koleś mówi, że no problem. mapę NY akurat ma ;)

już na szczęście bez wiekszych problemów udaje mi się jeszcze kupić kawę w pobliskim Starbucksie. na wszelki wypadek zamawiam po prostu zwykłą kawę, do której sama sobie dolewam mleka, żeby znowu czegoś nie palnąć (jak na wieśniaka z Chicago przystało ;))) no to ruszam sobie po Broadway. Jest 9 rano.

na Times Sguare kręcą akurat Good Morning America w sieci ABC. oglądałam to sobie kiedyś w TV, jak wstawałam wcześnie i teraz widzę na żywo. nieźle.

NY (8) Times Square Monday Morning

NY (8) Times Square Monday Morning

generalnie Times Square ma klimat porannego pośpiechu. przewalają się tłumy ludzi zdążających do pracy.

przy okazji- tu kręcą show Davida Letterman:

NY cell

przeszłam sobie Broadway od 57 ulicy aż do Empire State Building. taki spacerek ;) po drodze zatrzymałam się na śniadanie w Bryant Parku. Byłam tam też w niedzielę z M. i J. Fajny ten park.

Manhattan

Manhattan

No i widać stamtąd Empire State Building, stąd moja myśl, żeby sobie na Empire wjechać. Czasu miałam pod dostatkiem. A widok z góry, z 86 piętra, zapiera dech w piersiach. Stąd widać, że NY to na prawdę WIELKIE miasto :)

Tam na horyzoncie rośnie nowy budynek WTC:

Empire State Building

Więcej zdjęć tutaj:

Na tarasie widokowym po raz drugi usłyszałam Polaków.... generalnie w NY w ogóle rodaków nie słychać. Często słychać Rosjan, ale Polaków mało. cóż - na Greenpoint nie starczyło czasu...

Po Empire ruszyłam sobie 5 Ave. i trafił się Dunkin Donuts. więc na lunch było latte o smaku dyni i kanapka z szynką, boczkiem i serem.... raz się żyje i raz w życiu spędza się pierwszy poniedziałek w NY ;) śniadanie zjadłam w cieniu Flatiron:

Manhattan

Tutaj kilka fot z tego porannego Manhattanu, które jakoś do innych setów się nie zmieściły:

Po lunchu z pomocą mojej mapy i mapy metra wyczaiłam, że niemal siedzę na trasie lini metra numer 6, która jedzie na Dolny Manhattan, do całego tego Financial District i można tam zobaczyć City Hall. No to postanowiłam, że odwiedzę pana Bloomberga ;)

NY (12) Brooklyn Bridge

no i pojechałam. przez chwilę kręciłam się w cieniu City Hall, nim zajarzyłam, że to duże to właśnie Ratusz ;) na zdjęciu tam w głebi ulicy. z metra wysiada się tuż pod nim:

NY (11) Lower Manhattan

a tutaj więcej zdjęć z tej części Manhattanu:

a tuż obok City Hall znajduje się Brooklyn Bridge. tym razem był środek dnia. ludzi pełno, ale widoki takie, że chciało się przejść. no to sobie przeszłam. w jedną stronę - z Manhattanu na Brooklyn. nadal mi się wydaje, że tam coś za krótko się idzie ;) no i nadal ci rowrzyści tam tak pędzą...

Wejście na most:

NY (12) Brooklyn Bridge

obrazek znany wszystkim, nawet jak w NYC nie byli ;)

NY (12) Brooklyn Bridge

NY (12) Brooklyn Bridge

woo hoo, było się tam:

NY (12) Brooklyn Bridge

NY (12) Brooklyn Bridge

Jak zeszłam z mostu, to szybka decyzja - starczy czasu na Green Point czy nie.... z moich mało precyzyjnych obliczeń wyszło, że średnio na jeża... choć się myliłam. bywa. i wtedy pomyślałam,że muszę się dostać na nadbrzeże z tarasem widokowym, które widziałam z mostu. I tak trafiłam do DUMBO:

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

i tu oświecenie nagłe - skąd ja znam ten widok??!! z czołówki tego serialu:

ha! Dumbo jest rewelacyjne! To moja miłość od pierwszego wejrzenia! ale jak sprawdziłam kilka dni temu ceny mieszkań do wynajęcia tam, to nie powiem - lekko zimny prysznic... ale coś za coś - jak to mówią. W końcu to Nowy Jork :)

Szkoda, że tak mało zrobiłam zdjęć w Dumbo.... będzie okazja następnym razem. Stamtąd właściwie nie sposób nie przejśc się przez Brooklyn Bridge Park. a widoki... co będę pisać - to trzeba zobaczyć!

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

A do tej skrzynki pocztowej (niebieska po prawej stronie) wrzuciłam pocztówki ;)

NY (13) Dumbo & Brooklyn Bridge Park

Jakby się jeszcze komuś chciało, to foty też tu:

No i to już właściwie był koniec spaceru. Zaczęłam się zbierać w kierunku bagażu pozostawionego u M. i J. Ale jak wracałam, to jeszcze wykombinowałam, że od nich blisko na Coney Island, to sobie nieco dalej metrem podjadę. No i zobaczyłam jaki klimat ma późne, letnie popołudnie po sezonie tam...

NY cell

NY (14) Coney Island

NY (14) Coney Island

NY (14) Coney Island

NY (14) Coney Island

No i to rzeczywiście był już koniec poniedziałkowej wycieczko po NYC... trzeba było pozbierać graty i na lotnisko. Manhattan pożegnał mnie urokliwym niezwykle wieczorem:

NY (15) on the road to La Guardia

NY (15) on the road to La Guardia

Do zobacznenia więc Nowy Jorku! :)

poniedziałek, 17 września 2012
Niedziela w Nowym Jorku (dzień 2)

w niedzielę na śniadanie jest świetna jajecznica przyrządzona przez J., męża Evity :) i to on będzie moim przewodnikiem przez kilka pierwszych godzin. Evita do nas dołączy. plan wycieczki jest taki, żeby zacząć od Central Park i "Imagine" - mozaiki na cześć Johna Lennona. Trasa wycieczki zostaje ustalona i w drogę. kiedy docieramy już metrem niemal na miejsce przeznaczenia, J. postanawia, że wysiądziemy na stacji, która zwie się Columbus Circle... mówi do mnie, że to żadna wielka atrakcja turystyczna, ale warto...

no więc docieramy do Columbus Circle, wychodzimy na powierzchnię i co widzę...

NY (5) Manhattan

CNN, a jak CNN nowojorski, to Anderson Cooper :) będzie jeszcze kilka śladów Andersona w tym dniu w NY :)

tymczasem ruszamy w poszukiwaniu mozaiki Imagine, która to oficjalnie zwie się Strawberry Fields. znajdujemy bez problemu. ale rozczarowuje mnie jej rozmiar..... w tv i na zdjęciach zawsze wydaje się większa!

NY (5) Manhattan

no ale udało się zobaczyć. to też jeden z symboli NY, który mam w głowie od dawna :)

ruszamy trochę przez Central Park. taki park w centrum takiego miasta to rewelacyjny pomysł. ludzie biegają, jeżdżą na rowerach, spacerują. Parkowe alejki są jak ulice, więc i na tych większych trzeba czekać na zielone światło by przejść na pasach na drugą stronę!

Park zaliczony. Evita już do nas jedzie. Spotkamy się gdzieś na 5 Aleii.... o ile dobrze pamiętam. Znów metro :)

NY (5) Manhattan

Później krótki spacer w okolicach Rockeffeler Center, katedra św. Patryka, 5 Ave i idziemy na Times Square.

NY (5) Manhattan

NY (5) Manhattan
Zapaliliśmy tu świeczki - to wnętrze katedry

NY (5) Manhattan

więcej fot z tego poranka:

No to teraz na Times Square. najbardziej znane miejsce NY myślę... no każdy gdzieś to tam kiedyś widział ;) czym bliżej jesteśmy, tym bardziej kolorowo, ciasno i ciepło na ulicach.

nie wiem czy ktoś mieszka przy Times Sq., ale jeśli, to niezły z niego masochista. Zdecydowanie jest tam za głośno i za kolorowo. Te wszystkie reklamy wyglądać muszą nieźle tylko w nocy.

Oczywiście obowiązkowo wejście na słynne czerwone schody. To ja na szczycie schodów ;)

NY (6) Times Square

Tymczasem tam w dole nudzą się panowie w mundurach

NY (6) Times Square

Fajnie byłoby mieć z nimi fotę, co?! jakoś mi głupio już tak biegać za tą policją. Ale na szczęście jest Evita, która po prostu ustawia mnie do foty z nimi i voila:

NY (6) Times Square

no to jeszcze ja i Evita:

NY (6) Times Square

no całkiem fajnie jest na tym Times Square :D

trochę się tam kręcimy, zahaczając o sklep Disneya. mam Myszkę Miki w koszulce z "I love NY" - dla Reginki :) generalnie to nie ma czasu wydawać kasy w NY, jak się jest tylko 3 dni i chce się zobaczyć na maksa co się da ;) ale udaje mi się kupić  pocztówki!

następny punkt ma mojej nowojorskiej mapie, to New York Times. wyruszamy na poszukiwania. po drodze - kolejny nowojorski ślad Andersona Coopera - muzeum figur woskowych, gdzie Anderson też stoi :) Następnym razem punkt obowiązkowy do odwiedzenia!

 NY (6) Times Square

New York Times'a znajdujemy dość szybko. wygląda tak:

NY (7) Manhattan

szkoda, że czas mija tak szybko.... pod NYT dotarliśmy grubo po południu. Trochę głodni namierzyliśmy obok NYT Subwaya. kanapka z tuńczykiem nigdy nie smakowała tak dobrze! ;)

na mapie wycieczki jest jeszcze dziś Grand Central Station. idziemy. po drodze jeszcze przerwa na kawę w Bryant Park i wspaniały budynek Biblioteki.

Byłam, byłam na Grand Central Station ;) (fota by Evita)

NY (7) Manhattan

NY (7) Manhattan

Tam też nudzili się panowie w mundurach, ale nie mam z nimi foty ;)

NY (7) Manhattan

ale wiecie co to jest:

NY (7) Manhattan

Vanderbilt to nie tylko nazwisko słynnej nowjorskiej rodziny - to nazwisko mamy Andersona Coopera - Glorii, która do tej rodziny należy ;)

Tymczasem stacja jest ostatnim przystankiem na mapie wspólnej wyprawy mojej z Evitą i J. w niedzielę. Do NY dojechała już Aneta i ja wyruszam, żeby spotkać się z nią, a Evita i J. będą świętować swoją rocznicę ślubu. No to wracam na Brooklyn. mam spotkać się z Anetą przy Jay st. Metro Tech stacji metra. Stamtąd blisko do restauracji "Teresa", gdzie te słynne naleśniki dają ;)

sam Brooklyn też by warto było kiedyś poznać, ale to chyba bym musiała na miesiąc do NY pojechać! w każdym razie jak dotarłam w niedzielę wieczorem, to było tam spokojnie i tak sobie słońce zachodziło:

NY (7) Manhattan

przy okazji doceniłam posiadanie urządzenia zwanego telefon komórkowy, bo czekałysmy na siebie z Anetą przy różnych wyjściach z tej stacji ;) ale udało się. Z Anetą juz kilka razy gadałam przez skypea, ale zawsze spotkanie w wersji LIVE to jednak coś fajniejszego :) nie wiem kiedy minął nam ten czas. zaczęłyśmy od naleśników w "Teresie", a potem było przejście Brooklyn Bridge po zmroku. Oj, nagadałam się trochę z Anetą i mam nadzieję, że jej nie zanudziłam, ale chce się jeszcze spotkać, to może nie zanudziłam jednak ;)

tylko z wrażenia, że z nią gadam i jest fajnie, to nie zrobiłam sobie z nią żadnego zdjęcia na pamiątkę. Oj, musimy się Aneto spotkać jeszcze! :)

sam most Brooklyński, to oczywiście obiekt znany z "widzenia" już od dawna. Przeszłyśmy nim na Manhattan i z powrotem. Nie wiem czemu mnie trochę rozczarowało, ze tak krótko się idzie... może dlatego, że dobrze sie gadało ;)

widoki są tam rewelacyjne. sprawdziłam i za dnia i w nocy. te wieczorne, po zmierzchu były niesamowite. na biało-czerwono-niebiesko podświetlona wieża 1 WTC wybijała się zdecydowanie na 1 plan:

NY (7) Manhattan

więcej zdjęć z Brooklyn Bridge zrobiłam następnego dnia. na samym moście przeraziła mnie tylko prędkość rowerzystów. ścieżka dla nich biegnie tuż obok ścieżki dla pieszych i ci piesi często wchodzą na rowerową, bo ludzi dużo, a ścieżki wąskie... więc jak znów kolejny rowerzysta przemknął obok, to trochę mi się robiło nie tak... wiem, że ścieżki oznaczone i włazić ci piesi nie powinni na rowerową, ale zwolnić by nie zaszkodziło.

niestety kiedy wracałyśmy, to złapał nas deszcz. pożegnałam się z Anetą i pora było wracać do Evity. w poniedziałek.... no właśnie... poniedziałek miał być taki super, a wyszło jak wyszło. ale o tym w następnym wpisie.

Reszta zdjęć z niedzielnego popołudnia - od Times Sq. do Brooklyn Bridge:

niedziela, 16 września 2012
New York, New York - częsć 1 - sobota

no to wyruszam. wreszcie się udało. bo jak to mówi dobre polskie przysłowie - do 3 razy sztuka. jest więc sobota, 8 wrzesnia 2012 i zimno jak cholera o 4am, kiedy wychodzę z domu, żeby dojechać na O'Hare. do Nowego Jorku lecę liniami JetBlue o 6.40am. JetBlue nie są złe, ale chyba nie lubię latać takimi małymi samolotami... po dwa siedzenia w rzędzie. mam nadzieję, że usiądzie obok mnie ktos fajny.... jako, że to na kilkanascie godzin przed "11 wrzesnia", to może jakas delegacja chicagowskich strażaków lub policjantów poleci... ;)

niestety nie.... obok mnie usiadł jakis mało kumaty Hindus, a na lotnisku zamiast strażakówe/policjantów pojawiła się głosna grupa Ruskich... taki lajf... za to ponad chmurami pięknie.... no to lecimy!

NY (1) cell

O'Hare

NY (1) cell

powody, dla których lecę, są głównie 3. oczywiscie zobaczyć NY, ale też jest szansa na spotkanie z 4 blogerkami, które czytam od zawsze - z dwiema gadałam już przez skypea, ale to wiadomo, że nie to samo ;) więc teraz może się uda zobaczyć w wersji LIVE Evitę (tu na 100% bo będzie moim przewodnikiem po NY i u niej się zatrzymam), Stardust, Anetę i Kamilę. no i powód, który wzbudza we mnie największy ... strach od momentu wejscia na pokład samolotu - Anderson Cooper ;)

no to lecimy...

w Nowym Jorku samolot ląduje przed 9 rano miejscowego czasu. ponad chmurami piękne słońce, a na ziemi - deszcz leje się jak z cebra.z niecierpliwoscią czekam, kiedy ta mała maszyna schodzi poniżej poziomu chmur. widać domki. myslę sobie - cool - zaraz będzie Manhattan! czekam, czekam, czekam.... domki, domki, coraz niżej i .... lądujemy.... a gdzie Manhattan?!?!

pierwsze foty zrobione telefonem:

wysiadam na JFK. 8 Terminali. "trochę" wieksze od O'Hare - jak wszystko w Nowym Jorku ;) ale pogoda... szaro, pochmurnie.... mam telefon na taksówkę, żeby sobie zamówić. muszę dojechać do Evity, na Brooklyn. postanawiam jednak, że dopóki się da, to będę podróżować metrem, bo chcę poznać Nowojorczyków :) wsiadam więc najpierw w pociąg, który z lotniska ma mnie dowieźć do przesiadki na metro. oczywiscie nie w ten co trzeba, więc najpierw wycieczka po terminalach ;) ale potem przesiadam się we własciwy. docieram na przesiadkę do "Howard Beach". nawet udaje mi się bez problemu samej kupić bilet w automacie he he. podobne maszyny do Chicagowskich w sumie mają w Nju Jorku. pytam tylko goscia z obsługi co do kierunku, w którym powinnam pójsć na stacji metra.

Metro w NY jest 300 razy większe niż to chicagowskie. Jak już człowiek obczai te kierunki, w których należy się poruszać, to poruszanie się metrem jest łatwe i wygodne. tylko trzeba przyswoić o co w tym metrze biega i zasadę działania. nie powiem - trochę to zajmuje czasu!

Sam NY jest 300 razy większy niż Chicago. rzeczywiscie potwierdziły się tu słowa Evity, które kiedys mi napisała - odległosci są większe w Big Apple. wszędzie jest daleko... na Manhattanie to nie jest tak jak w chicagowskim downtown, że sobie można przejsć z jednego końca na drugi. chcemy spod Central Park dostać się na dolny Manhattan do Ground Zero - trzeba podjechać metrem. na piechotę to byłby baaaaaaaardzo długi spacer  ;)

ale jest sobota, rano. wsiadam w metro. za oknami sciana wody. leje i to nieźle.... trochę mnie to przeraża, bo przecież nie przyjechałam siedzieć u Evity w domu, chociaż u niej miło jest :) pogoda jednak zmienną jest :) jadę. na początku wszystko idzie zgodnie z planem. jadę linią A i pilnuję stacji, na której mam się przesiąsć do linii F. oblookuje Nowojorczyków :) sporo turystów z bagażem. ta linia jedzie na Manhattan. ludzie gadają przez telefony, sprawdzają mapę, albo po porstu sobie siedzą czy też stoją. w wagonach więcej miejsc stojących. inaczej niż w Chicago. ale zdecydowanie te wagony muszą pomiescić więcej ludzi, myslę.

NY (1) cell

metro

Dojeżdzam do Jay St. na Brooklynie. tu mam się przesiąsć na F. niestety - okazuje się, że tutaj F nie jeździ, bo weekendowy remont. mam się przesiąsć w autobus... tyle wyczytałam z kartki na peronie.... ale gdzie ten autobus... to może zadzwonię po taksówkę... e nie, nie tak szybko ;) peronem idzie gosciu w pomarańczowej kamizelce. pytam gdzie ten autobus. pokazuje mi gdzie mam isć, gdzie wyjsć i nie ma problemu. idę. wychodzę na zewnątrz. przy chodniku ciąg autobusów... pytam więc kolejnego pana w kamizelce z logo MTA (przewoźnik w NY) i ten dosłownie mnie wsadza w autobus. muszę dojechać na stację, która zwie się X Hwy. za kierownicą autobusu murzynka. upewniam się u niej, że dojadę, gdzie powinnam. a ona: a kto cię tu skierował?? pokazuję pana w kamizelce na chodniku. a murzynka do niego się drze: co ty jej powiedziałes! źle!

no to znów sobie myslę, że może ta taksówka... ale gostek w kamizelce się nie poddaje ;) wchodzi do autobusu i do murzynki: dojedzie z tobą do 18 ulicy, tam jej pokażesz gdzie do metra i stamtąd dojedzie sobie do X Hwy. na co murzynka: no tak.

no to jadę autobusem :) a za oknami.... słońce!!! po prostu pięknie! na przeciwko siedzi jakis gostek, też murzyn, który opowiada, że w NY mieszka od 6 miesięcy i na razie to się orientuje w trasie linii F metra. więc jakby cos, to on też jedzie do 18 Ulicy. nie zgubię się. potem wsiada jeszcze jakas starsza kobieta i też jedzie do 18. jest kilka osób oprócz mnie, które też nie mają pojęcia gdzie są, ale się nie zgubią. bo ci, co wiedzą gdzie są, to pomogą.

dojeżdżamy do 18 Ulicy. zajmuje to trochę czasu. ale już wiem, że w NY jest wszędzie daleko! przesiadka na metro to pikus ;) wsiadam i teraz już blisko do Evity!

pociąg jedzie nad ziemią więc sobie patrzę na krajobraz.... co mi się rzuca w oczy... smieci! leżą w workach na ulicy i ... na dachach!! w NY nie ma tzw. alleys, które mamy w Chicago. smieci wystawia się na chodniku w dniu ich zabierania. a jak nie ma miejsca na chodniku, to niektórzy ... mają na dachu...

NY (1) cell

NY garbages

NY garbages

ale co tam smieci ;) docieram wreszcie, gdzie powinnam dotrzeć... zajęło mi niecałe 2 godziny chyba. niezły wynik, co? ;) kilka minut czekania na stacji metra i poznaję na żywo wreszcie Evitę :) a to pierwszy poznany osobiscie Nowojorczyk - kot Szekspir:

NY (1) cell

biedactwo trochę choruje, ale generalnie jest bardzo miłym kotem :) kochany jest po prostu i tyle!!

no to welcome Brooklyn. chwila odpoczynku, zostawiam graty i wyruszamy na podbój Nju Jorku. plany na resztę soboty to spotkanie ze Stardust i wycieczka na lower Manhattan do 9/11 Memorial. wstęp jest tam za darmo, ale trzeba wczesniej zarezerwować bilety. mamy zarezerwowane. no to wyruszamy. trochę inną linią metra, która na Manhattan jedzie bardzo długo "na powierzchni" więc wreszcie trochę go widzę - ten Manhattan! :)

potem pod ziemię. po wyjsciu z metra mój pierwszy manhattański obrazek:

NY (2) Manhattan

Flatiron

NY (2) Manhattan

jestem tu, jestem! a za mną w oddali Empire State Building

czekamy na Stardust. wreszcie zjawia się. Stardust znam ze skypea, ale na żywo jest jeszcze lepsza! :) dostajemy mały opieprz za spóźnienie i w drogę. na pączki! uprzedzam moje dwie super-przewodniczki, że będę jak japoński turysta - foty wszędzie i z każdej strony ;) na szczęscie im nie przeszkadza!

pierwsze spotkanie z Manhattanem wygląda tak:

pączki są rewelka. udało nam się nawet w tej pączkarni usiąsć na chwilę. z Evitą i Stardust gada się od razu jak z bardzo dobrymi znajomymi. to bardzo komfortowa sytuacja :)

po pączkach wsiadamy w metro i w drogę do miejsca, gdzie stały wieże WTC. 9/11 Memorial. wysiadając z metra trzeba tam przejsć kawałek ulicami. Stardust była w Nowym Jorku wtedy w 2001, kiedy to się stało. opowiada nam co nieco... idąc tymi ulicami ciężko uwierzyć, że to wszystko było zasypane gruzem i pyłem z WTC...

nadal Ground Zero - po 11 latach od tego wydarzenia - to jeden wielki plac budowy. otoczony siatką, znad której wystają dźwigi i rusztowania. nowy budynek WTC pnie się w górę. już go widać i góruje nad wszystkim. kiedy będzie skończony - będzie najwyższym wieżowcem w Stanach - 1 World Trade Center będzie miał 1776 stóp. Wieże WTC miały ponad 1360 stóp wysokosci.

nie bardzo wiemy jak szybkko trafić do wejscia na teren 9/11 Memorial. można jednak zapytać przystojnych nowojorskich gliniarzy ;)

Ground Zero - 9/11 Memorial

zaszczyt robienia foty przypadł Evicie ;) panowie byli bardzo mili :)

to jedyny zabawny moment z tego miejsca. może dlatego, że w miejscu, gdzie to robiłysmy wszystko jest ogrodzone i nic nie widać. więc nie dociera do człowieka jeszcze rozmiar tej tragedii, która miała tam miejsce. i niech się schowają wszyscy ze swoimi teoriami spiskowymi. jak jestescie tacy mądrzy, to pojedźcie sobie tam, na dolny Manhattan, stańcie przy tych dwóch fontannach i popatrzcie...

wejscie do 9/11 Memorial zajmuje chwilę. trzeba obejsć spory kawałek. później dosć długo idzie się już do celu przechodząc m.in. security check. wszędzie sporo gliniarzy. idziemy generalnie po placu budowy.

w miejscu, gdzie stały wieże dwa głębokie baseny-fontanny z wodą. widziałam je już setki razy w telewizji. ale widok w telewizji nie oddaje ich rozmiaru... są wielkie... jak wielkie musiały być więc wieże WTC... sama konstrukcja tych fontann-pomników - GENIALNA. nic lepszego nie można było tam wymyslec. dookoła każdej fontanny wycięte w bronzie nazwiska osób które zginęły - nie tylko w ataku na WTC, ale także w samolotach, w Pentagonie, strażaków, policjantów... prawie 3 tysiące tych nazwisk.... trafiamy na kilka polskich.

wszystko jest tam duże i wszystkiego dużo. ten ogrom przytłacza - oddaje ogrom tej tragedii.... ciężko sobie to wyobrazić, a co dopiero przeżyć...

trochę wkurzające są więc 3 dziewczyny, które traktują Memorial jak kolejną atrakcję turystyczną i odstawiają szopki z pozami i usmiechami przy każdej z fontann, robiąc sobie zdjęcia.... normalnie niesmaczne, jak się na to patrzy. ale widok to niestety częsty. ludzie traktują to miejsce jak kolejną atrakcję do "obfotografowania" się z durnym usmiechem na twarzach. nie twierdzę, że trzeba tam płakać, ale jakos ciężko się tam usmiechnąć...

Ground Zero - 9/11 Memorial

1 WTC pnie się w górę

Ground Zero - 9/11 Memorial
Moje Super-Przewodniczki!

Ground Zero - 9/11 Memorial

w tym miejscu stała południowa wieża WTC... jacy mali są ludzie stojący dookoła...

w odbudowywanym kompleksie WTC powstaje też m.in. muzeum. jeszcze jakis czas poczekamy, nim z tego terenu odjadą dźwigi, znikną rusztowania... ogrom tego wszystkie będzie jednak przytłaczał... nie wiem, czy przychodzą tam osoby, które przeżyły tę tragedię. ja chyba nie byłabym w stanie. przychodzą rodziny tych, którzy zginęli. nazwiska na płytach wyryte w brązie, wycięte umożliwiają wetknięcie tam kwiatów, flag... ludzie zostawiają zapisane kartki papieru...

my zdążyłysmy obejsć obydwie fontanny-pomniki, kiedy nagle zaczęło się chmurzyć. widać było, że zblirza się burza, ale chmury jakos dziwnie za szybko się przesuwały... jak się później okazało w pobliżu Nowego Jorku przeszła jakas trąba powietrzna... nieźle, co...

tutaj więcej zdjęć z 9/11 Memorial:

przed deszczem schroniłysmy się w indyjskiej restauracji, tuż po sąsiedzku do WTC i zaraz obok głównej stacji strażaków tam...

ta restauracja to był dobry wybór. było smacznie, a i nagadałysmy się trochę. deszcz przestał nawet na chwilę padać tuż po wyjsciu z niej. niestety Star musiała nas już opuscić. szkoda, że czas tak szybko zleciał... ale na pewno się jeszcze kiedys spotkamy - pewnie w NY :)

Evita tymczasem zabrała mnie pod budynek giełdy na Wall St.

NY (4) Wall St.

NY (4) Wall St.

NY (4) Wall St.

NY (4) Wall St.

szkoda, że deszcz dawał się nam we znaki już. zdążyłam jeszcze zobaczyć słynnego byka:

NY (4) Wall St.

NY (4) Wall St.

a Evita wysłuchała "wykładu" goscia z Occupy Wall Street - spotkalismy taką małą grupkę protestujących w pobliżu i nieopatrznie Evita do nich zagadała.... a gosciu jak się rozgadał... dobrze, że mój telefon zaczął dzwonić i miałysmy pretekst, żeby kolesiowi przerwać i sobie pójsć ;)

jeszcze tylko szybka wizyta w ciemnym Battery Park, gdzie widziałam nowojorskiego szczura oraz z bardziej przyjemnych widoków - Statuę Wolnosci, podswietloną, stojącą w oddali... i wracamy na Brooklyn...

po pierwszym dniu Nowy Jork wydaje się przytłaczający - może to te odległosci, a może wizyta w 9/11 Memorial... fascynujące jest jednak to, że mam przed oczami obrazki, na żywo - które od zawsze oglądałam w telewizji, na zdjęciach... niesamowite! to jest na prawdę niesamowite uczucie!

teraz czas na niedzielę - będzie w następnym wpisie...

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:

Bookmark and Share