z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
piątek, 03 września 2010
the last one...

chyba trzeba tu odnotować ostatnią wizytę w Cook County Hospital. oj wysiedziałam się tam na pożegnanie za wszystkie czasy... doktora Kapotas nawet nie widziałam... cóż, lepiej nawet. za to przyszedł bardzo miły stażysta, wypytał, pooglądał nogę, odpowiedział na wszystkie moje pytania - siedzieliśmy sobie w gabinecie tym razem, a nie w tej "przerobowni" z gipsem. potem poszedł oblookać zdjęcia z rentgena, wrócił, powiedział, że wszystko jest OK, a będzie nawet lepiej z każdym dniem, poklepał po ramieniu i  tyle.

oficjalnie nie mam następnej wizyty. ale jakby coś się działo, co mnie zaniepokoi, to mam przyjść. cóż - od razu niepokoi mnie opuchlizna, która się pojawia z różnym natężeniem. ale pan doktor powiedział, że to niestety normalne w tym przypadku. mam trzymać wysoko. a noga może zdradzać takie objawy nawet do roku... no to mnie troche załamało... ale co zrobić.

pozytywem jest to, że lepiej mi się już chodzi. no, kuśtykam na razie. po domu więcej bez buta. na zewnątrz jeszcze w bucie. buta mi zostawili. mam zdjąć, jak już się będę czuć w 100 procentach pewnie na tej nodze no i jak się nic nie będzidz działo. a ponoć nie będzie się działo. oby.

tak sobie wyszłam z Cook County, stanęłam po przeciwnej stronie i czekając na P. pomyślałam, że jeśli tu wrócę, to na pewno nie jako pacjent - więc nie chcę tam wracać. na razie 3 miesiące wyjęte z życia i koszmar życia kompletnie bez pieniędzy, co tak "miło" załatwił mi były pracodawca... no więc teraz pora zacząć się powoli odbijąc od tego dna, bo ile można. jeśli ktoś to jeszcze czyta (oprócz Stardust, która narzeka, ale czyta ;O) to może w wolnej chwili potrzymać za mnie kciuki - bo łatwo nie będzie :O/

za to niebo było dziś śliczne jak wracałam do domu... i tłumy ludzi w sklepie, gdzie P. kolejny raz zapłacił za moje zakupy... tłum uświadomił mi, że od jutra długi weekend. u mnie nie będzie się właściwie niczym różnił. no i ten "Labor Day weekend" to oficjalne zakończenie lata... jak pomyślę o zimie.... brrrrrrrr.....

niebo

niebo

niebo

niebo

 

aha, i mam nadzieję, że to ostatni wpis z kategorii "broken ankle" :O)

piątek, 27 sierpnia 2010
1 mila

dziś po raz pierwszy przeszłam dłuższy kawałek na nóżkach. w bucie of kosz - na lewej nodze ;O) ale odkąd chodzę bez kul (jak to pięknie brzmi, co?!) to zazwyczaj po domu, na zewnątrz to dookoła domu a poza tym to rzadko jakieś dojście z/do samochodu, trochę po sklepie i tyle. a dziś pojechałam z Tereską na kawe i jak wróciłysmy do domu, to Tereska zadecydowała, że idziemy do "Jess Cafe". to taka azjatycka restauracyjka niedaleko domu, gdzie mieszkam. będzie może z mile na piechotę :O) no i doszłam tam. nie powiem - nie jest to najwygodniejszy spacer i powolny, ale...

chodzenie jest cool!

sobota, 21 sierpnia 2010
chodzenie jest cool!

chodze. bez kul. cały dzień! no może nie cały chodzę, ale... rano spróbowałam. nic nie boli. noga trochę sztywna, ale wiadomo... no to pokuśtykałam po mieszkaniu. wieczorem zeszłam na dół, na schody przed dom i przeszłam się kawałek po chodniku.  bez kul... boziu jak cudownie! choć do chodzenia to jeszcze daleko, bo to na razie takie kuśtykanie jak kaczka! ale i tak cudownie!

z wchodzeniem po schodach jeszcze kijowo. no ale to dopiero 1 dzień po 3 miesiącach...

i tak chodzenie jest cool!

:O)

piątek, 20 sierpnia 2010
boring update.... może przedostatni

no Panie i Panowie - mam chodzić.... lepiej na razie to wychodzi w gadce niż w praktyce, ale staram się. byłam dziś w Cook County na wizycie. po 3-tygodniowej przerwie. i widzałam dr. Kapotas może z 10 sekund :O( to znaczy powinnam się cieszyć, bo to znaczy, że z moja nogą dobrze... no ale ... za to mogę już stawać na nodze i generalnie - dużo chodzić. ale nie tak na huuura od razu. tylko stopniowo.... wiadomo. obiecałam sobie, że za dwa tygodnie pójde bez kul.... zobaczymy czy się uda! możecie w wolnej chwili 3mać kciuki! ;O)

za to dziś w cast room było pełno glin. zakładali gips aż dwójce więźniów i każdego pilnowały gliny plus jeszcze dodatkowo przychodził szeryf. ja to się dziwię, że oni w ogóle tych gości tam pilnują. gdzie taki ucieknie?! mało że noga w gipsie, to zakuty od stóp do głowy kajdankami, jakimiś łańcuchami.... widok mało pozytywny w sumie.

no cóż, wybieram się do Cook County za dwa tygodnie na wizytę. nie sądzę by była to ostatnia wizyta, ale też nie sądzę, żeby dr. Kapotas poświęcił mi więcej niż 10 sekund... bywa.

na pewno będzie tam znajomy Sam Ford, który był dzisiaj.... zażartowałam sobie, że jak za 10 lat tam przyjdę, to go na pewno zastanę w czwartek! eh, żeby tak dr. Kapotas się mną tak zainteresował jak Sam... ;O) pomarzyć można. w każdym razie z Samem jestem umówiona do kościoła, he he! powiedziałam mu dziś, że ma być taki jak na filmach amerykańskich - z tańcem, śpiewami i w 100 proc. "czarny" .... zobaczymy.

 

a zmieniając temat  - przy kennedy  w drodze do downtown jest taki budynek, który zawsze reklamuje Maraton w Chicago. w tym roku maraton pobiegnie z fajną datą!!!

10-10-10 ;O)

101010

101010

no to tyle. nuda...

 

sobota, 31 lipca 2010
no more cast!

zdjęli zdjęli zdjęli!!!!!! gips zdjęli i już nowego nie założyli!!!! bosz, jaka ulga po 8 tygodniach! a jaki strach przed postawieniem pierwszego kroku.... ja pierdziele!!!! nadal tak w 100 procentach na tej nodze jeszcze nie stanęłam. zresztą mam zalecenie dr. Kapotas, żeby na razie stawać lajtowo na nóżce... i ruszać nią - to ważniejsze. btw - doktor Kapotas wymawia moje imię jako E-W-A!!! a nie jakieś "iła". miło z jego strony! ;O)

poza tym to noga wygląda jak nieszczęście. dziś zanurzyłam się z nogą do wanny i to było niesamowite uczucie. ale jeszcze sporo przed nami ;O) niemniej cieszymy się - ja i moja noga - z braku gipsu i nawet za nim nie tęsknimy!

mam za to teraz takiego buta:

bucik

akurat bucik przyniosła moja ulubiona murzynka w cast room. nawet sobie zażartowałam czy nie mają w innych kolorach ;O) bucik możemy ściągac do spania. i do siedzenia też, ale jakos tak się łyso czuję bez ochrony, to w nim na razie siedzę...

następna wizyta w Cook za 3 tygodnie... mam nadzieje, że już tam podreptam! możecie 3mać kciuki!

 

 

Tagi: boot Cast leg
04:11, evek , ba
Link Komentarze (7) »
środa, 28 lipca 2010
last days with cast

no myślę, że tytuł adekwatny i w czwartek mi zdejmą ten gips i nowego już nie założą.... eh... marzenia.

dziś za to mam dzień telefonów od byłego pracodawcy. usłyszałam m.in.,że "jeśli możesz coś dla nas zrobić" i że taka "głupia sprawa" z tego... rączki opadają co?! no ja mogę dla was coś zrobić, sure. podobnie jak wy dla mnie wpędzając mnie w dno totalne teraz. szkoda, że nie mieli odwagi oddzwonić do mojego adwokata. tacy mądrzy zawsze...

no ale poza tym, to mam za sobą miły weekend, podczas którego zaliczyłam aż dwie imprezy! z gipsem to prawie niemozliwe ;O)

w sobotę kabaret znajomego - "Śmiechoterapia" - Andrzeja Trzosa. zabawne teksty, całość na poziomie. poza tym spotkanie ze znajomymi. w sumie extra wieczór. tak to mniej więcej wyglądało:

a tak wygladam jak sobie siedzę w pierwszym rzędzie na kanapie he he:

ewek

a w niedzielę chciało się P. po mnie przyjechać i przetransportować do Parku Milenijnego. to jest cała wyprawa ze mną no i dodatkowe koszty bo trzeba samochodem i płacić majątek za parking. dlatego przez ostatnie 8 tygodni w MP byłam... raz! właśnie w niedzielę. a wszystko za sprawą Grażyny Auguścik, która zaprosiła m.in. Andrzej Jagodziński Trio i z-jazz-owali Chopina. nieźle im to wyszło, choć miałam takie przeczucie, że jednak nie jest to muzyka na ciepłe niedzielne popołudnie w Parku Milenijnym...

no i P. się trochę wynudził.... dobrze, że ma neta w swoim telefonie ;O)

za to z powrotem przewiózł mnie baaaaaaaaardzo szybko po express line na autostradzie.... akurat mam do niego zaufanie jako do kierowcy, ale i tak mu powiedziałam, że jak mnie zabije, to będe go co noc straszyć! ;O)

i tyle ekscytujących newsów na razie. byle do czwartku.

i idę wyciągnąc pranie z pralki.

sobota, 24 lipca 2010
spróbujmy

oki doki, więc sprawy mają się tak - piszę i zobaczymy co będzie się działo. blog będzie zamknięty do końca spraw sądowych z byłym już na szczęście pracodawcą. słucham się grzecznie swojego adwokata, który kasuje $390 za godzine pracy- na szczęscie nie w mojej sprawie!!!! - i się wkurwiam, że ja tyle nie zarabiam... ale to trzeba było się uczyć w tej nudnej dziedzinie, jak się było młodym i -wtedy głupim. teraz po sprawie.

teraz natomiast mam jeszcze gips na nodze - teoretycznie do nastepnej wizyty, czyli czwartku przyszłego. i mam sie trzymać rygorystycznie wszystkich zaleceń przystojengo doktora Kapotas - co robię tak czy siak sumiennie od 3 czerwca :O) czyli mojej pierwszej wizyty u niego.

nie sądze, żeby też wiele się działo, że będe tu nie wiadomo co publikować. ale na przykład mogę wrzucić fote z niedzielnych zakupów w A&G ;O)

evek1

i moge sobie wrzucić foto jak wtranżalam fast food w środę:

fastFood

może nie będę się rozpisywać o mojej wizycie u adwokata w środę, ale powiem wam, że bezcenne było być świadkiem rozmowy telefonicznej jaką wykonał. zadzwonił on bowiem do byłych już pracodawców, ustawiając telefon w trybie "głośno mówiący" ;O)

za to ja miałam po spotkaniu z nim krótką wycieczkę objazdową po downtown i ten stricte amerykański lunch w Bensenville, na zachód od Chicago, z P., moim kierowcą ;O)

zdjęcia z downtown takie sobie. bo z samochodu. eh.... jak już będę chodzić i wyruszę z aparatem..... ale mi się marzy :O)

downtown 1

view

dirtyglass

wiem - szyba była brudna ;O) ale co tam.

no to by było na tyle. na razie. mam nadziej,że wszystko się w miarę sprawnie zakończy, blog wróci do swojego normalnego życia - choc może jak mi się spodoba to nie ;O) i bedzie się jakoś wszystko turlało do przodu.

na razie trzymajmy się wszyscy chłodno w te upały!

testing...

no i gdzie to poszlo??

sobota, 17 lipca 2010
BostonMed

a propos w temacie szpitala. nie ma już mojego ulubionego ER, ale za to ABC zaczęło nowa dokumentalna telenowelę - "BostonMed". ale mnie wciągnęło!

piątek, 16 lipca 2010
(boring update - I dont remember the number)

no tak, miałam nadzieje, że jednak gips mi zniknie na zawsze z nogi dzisiaj, ale wyglądało mi to zbyt pięknie, by było możliwe. nie powiem - noga zdecydowanie lepiej się ma - to już sama czuję - ale też i czuję, że jeszcze bez gipsu to jakoś tak.... nie bardzo.

no a skoro piątek i dwa tygodnie minęły, to znaczy, że był czwartek i było się w Cook County... no było ;O) eh.... jeśli by mi ktoś za to płacił, to ja mogę co tydzień popylać na spotkania z dr. Kapotas, a nawet codziennie! :D

ale do rzeczy. w chicago od kilku dni zabójcza wilgotność i upał. niby temperatura oficjalnie w okolicach 90F - ale odczuwalna to jakieś 100F. nosa więc ze swoich kilku klimatyzowanych metrów nie wyściubiam... ale dziś wyszłam. i jak tylko otwarłam drzwi, to powitała mnie "ściana" gestego powietrza, gorącego gęstego powietrza. mało przyjemne. dobrze, że w samochodzie P. działa klima!!!

rano... no, powiedzmy przedpołudniem, na Kennedy było w miarę spokojnie, choć czym bliżej downtown, to sytuacja się zagęszczała.

thursday

thursday

jak zwykle nie śpieszyło mi się do Cook County, bo nie ma znaczenia czy będę na 10 czy na 11 czy po 11 czy o 12. wysiedzę i tak swoje. tym razem byłam po 11am. i już na "dzień dobry" powitał mnie w poczekalni wrzask.... pamiętacie Sama Forda? jak tylko mnie zobaczył, że sobie kuśtykam, to od razu miejscówka obok niego i nawijał.... ten gościu gada cały czas. nie powiem - ubawiłam się nieźle. ale po dwóch godzinach spędzonych obok niego głowa mnie bolała!!! of kosz dowiedziałam się, że szukał mnie tydzień temu, że mu się śniłam, że chce mnie zabrać w jakies ciekawe miejsca w mieście, że Polki to generalnie murzynów nie lubią, ale on to mysli, że ja go lubię, wiem też na jakich stronach randkowych ma swoje zdjęcia, wiem za co go przyłapali w młodości (gościu ma 33 lata ;O) i dlaczego skończył tylko szkołę średnia, wiem co robi teraz, wiem, że biega, ze pije dużo pepsi... no kurna wiem o nim tyle, że nawet nie jestem w stanie tych wszystkich wiadomości pomieścić w głowie :O)

poza tym Sam jest na tyle fajny, że jak nagle paniom w recepcji się odwidziało i przestały wołać numerki, to wziął moje kartki i się ustawił w kolejce. bo on już biega w zasadzie bez kul, a ja ciągle z tymi kulami.

no i generalnie to wynegocjowałam z nim, że mnie zabierze w jakąś niedzielę do jego kościoła. bo ja zawsze chciałam zobaczyc na żywo taką mszę u murzynów, gdzie śpiewają i w ogóle atmosfera jest fajna. no ale samej to jakoś tak ciężko pójść. a tak - mam już obiecane.

no i mam maila do Sama Forda i już nawet mi napisał bardzo miło kilka słów. się gościu nie poddaje. ale na szczęście nie jakoś nachalnie.

 

biorąc pod uwagę, że nie zawołali mnie dzisiaj na prześwietlenie, to dzięki Samowi czas mi minął jakoś bardziej szybko w tej poczekalni. ale i tak się wysiedziałam. dopiero po 3pm trafiłam do lekarza. znowu trafiłam do tej, co ostatnio kazała ciąć mój gips i była afera. ale tym razem mój ulubiony murzyn gips zdjął. powiem wam, że noga nawet nie wygląda najgorzej. juz prawie wcale nie jest spuchnięta! potem mnie ta studentka posadziła pod ta ichnią maszyną do prześwietlania no i przyszedł dr. Kapotas.... eh.... ja bym mogła przynajmniej z pół dnia siedzieć z nim pod tą maszyną! ;O)

tym razem i tak się z nim tam nasiedziałam długo. bo oglądał i ogladał mi te noge i oglądał i mówi, że myślał o mojej nodze (niestety, o nodze) i już był przygotowany na to, że spotkamy sie jutro na operacji, a tu patrzy a to wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze. no i nawet nie oczekiwał, że tak to będzie. no to ja mu, ze wręcz przeciwnie - byłam w 100% przekonana, że tak właśnie będzie. i żeby ta studentka tam obok nie stała, to bym mu powiedziała, że kurna "checknęłam" cały jego background dzięki googlowi, to co sie miałam spodziewać, że źle będzie, jak to jeden z najlepszych chirurgów-ortopedów w JuEsEju?!

a tymczasem dr. Kapotas się uśmiechnął (boski ma uśmiech ;O) i powiedział, ze w takim razie jeszcze gips, widzimy się za dwa tygodnie i żebym szczególnie teraz nie stawała jeszcze na tej nodze i nie obciążała jej niczym.

po czym wróciłam na swoje miejsce, do swojego ulubionego murzyna od gipsowania, który przyszedł z tym swoim zestawem i z takim bananem na ustach mi oświadczył, że właściwie to on już skończył pracę, ale jeszcze mi założy gips - normalny gips bez żadnego wyginania, jak dotychczas. no normalnie miło z jego strony :O)

nie było jednak różowo do końca, bo trochę mi musiał wyprostować stopę z tym gipsem i nie powiem - bolało. ale tylko chwilę. i teraz gipsik mam taki jak na samym początku, lekki i artystycznie równiutki, bo gościu najlepiej tam chyba zakłada. no i lekki!!! po tych ostatnich warstwach to już mam dośc dźwigania tego ze sobą!

thursday

jakoś te dwa tygodnie jeszcze sie przemęczę. co robić. noge chcę mieć zdrową!

tym samym "posprzątana" z tą całą wizytą byłam rekordowo - bo już po 4pm. dodam tylko jeszcze z ciekawostek, że w poczekalni spotkałam Polaka. nie wiem jak ma na imie. młody gościu. złamana noga w kostce jak ja. oczywiście standard - pytanie jak to się stało. no i gościu mi opowiedział (na poczatek po angielsku he he), że wybrał sie o 4 nad ranem na basen i skakał przez ogrodzenie. no i właśnie tak się kończy - jak to sie wyraził: alcohol and women... "nice". ty bardziej, że już miał śruby w tej nodze z tego samego powodu... oj, nie zazdroszczę mu! ten to szybko skakać znów nie będzie!

 

no a ja spotkałam czekajac na swój transport M. pogadałyśmy trochę i razem z drugim M. pojechaliśmy w kierunku domu - a jak się później okazało - w kierunku sushi ;O) bo mnie M&M na sushi zaprosili. no miło!

a jeszcze niebo było dziś fajne do zdjęć. a jak wyjeżdża się z Cook County i wpada na autostradę to jest zarąbisty widok na Searsa (no dobra - Willis Tower)...

thursday

thursday

a to już sushi i evek wtranżalający ;O)

thursday

thursday

thursday

 
1 , 2 , 3
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:

Bookmark and Share