z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!
wtorek, 30 sierpnia 2011
3 eggs

czy organizm może się domagać jajek?! nie pamiętam kiedy jadłam jajko ostatnio... daaaawno temu. a dziś wieczorem, po prostu otwarłam lodówkę, zobaczyłam trzy pozostałe jeszcze jajka i po 10 minutach wylądowały "na twardo" na moim tależu. juz zjedzone...

no więc.... light through my vain

i jeszcze I can fly by SENSE:

środa, 20 lipca 2011
Muzyka napędza ten świat

wiem wiem, znów mnie tu nie ma... robie co mogę, żeby bardziej regularnie, ale mi nie wychodzi... więc szybko nadrabiam zaległości. zacznijmy od ubiegłego tygodnia, a raczej końcówki. była baaaaardzo wypełniona muzyką. zaczęło się od czwartku. w ramach Chicago Summer Dance wystąpiła Megitza. jak tu nie pojechać i nie posłuchać, jak się ich po prostu lubi?! no nie da rady. trzeba było zapakować się po 6pm w Blue Line i do downtown, na Michigan Ave. tam ustawiona jest scena, niemal tuż przy chodniku, w parku. przez całe lato w ramach Chicago Summer Dance trwa nauka róznych tańców. wygląda to tak - najpierw przez godzinę uczymy się kroków, ruchów i czego się da, a później jest koncert i wprowadzamy naukę w życie. pod sceną jest duży parkiet, a na nim zawsze chętny do tańca tłum. i wszystko za free.

no i w ubiegły czwartek w ramach koncertu zagrała Megitza. oj... rozgrzali publiczność jeszcze bardziej niż upał, który do Chicago zawitał. wyglądało to mnie więcej tak:

pomysł na tę imprezę jest prosty i genialny. a atmosfera - jak to latem w Chicago - świetna! ludzie nie tylko tańczą, ale standardowo rozkładają się na trawie z kocami, krzesełkami i piknikami :) mimo upałów właśnie ten moment lata lubię w Wietrznym Mieście najbardziej.

tak więc czwartek był z Megitzą, a piątek dla odmiany z muzyką bardziej klasyczną - z Krzysztofem Pendereckim. w ramach Grant Park Music Festival zaprezentowano koncert pod tytułem "Penderecki conducts Penderecki" czyli Penderecki dyryguje Pendereckiego. Usłyszeliśmy jego "Concerto Grosso No.1 for three cellos and orchestra" - to w części pierwszej oraz Bethovena w części drugiej. 

muszę tu przyznać, że to było moje pierwsze spotkanie z Pendereckim. i nie żałuję! niesamowity koncert i niesamowity wieczór. Jay Pritzker Pavilion jest po prostu stworzonym do tego miejscem.

a w niedzielę nie było już tak muzycznie, ale bardziej filmowo. spotkałam się z Marilyn Monroe. ale o tym już w następnym wpisie :)

poniedziałek, 17 stycznia 2011
if God is a DJ...

dziś w Chicago trochę padał śnieg, co nie dziwi, bo ciągle jest ZIMA ;)

snow

snow

snow

wybrałam się jednak do downtown (daaaaawno mnie tam nie było, oj dawno) nie w celu śledzenia opadów śniegu (tu nieco więcej, jakby kogoś jednak zainteresowało), ale do Cultural Center, na projekcję tego filmu:

powodów by to zobaczyć było kilka. przede wszystkim z ciekawości, potem - bo mam ostatnio dość dobry kontakt z twórcą może nie takiej muzyki, ale zajmującym się działaniami podobnymi (tylko o niebo w lepszym tonie ;), a poza tym to każda wizyta w Cultural Center jest bezcenna, bo zawsze sporo tam ciekawostek do zobaczenia!

film puszczono w małym, kameralnym kinie. całkiem dobrze zrobiony dokument o trójce DJ-ów ze Szwecji, którzy pod szyldem "Swedish House Mafia" promują się na imprezach na całym świecie - dodać trzeba, że jak jest impreza poniżej kilkutysięcy "słuchaczy", to panowie na niej nie grają... taki mają "kaprys".

generalnie panowie dla świata DJ-ów i IDM (intelligence dance music) są czymś w rodzaju Britnej Spears w świecie muzyki POP i Rock. gdyby ktoś zapragnął zostać DJ-em i wziął sobie Trójkę ze Swedish House Mafia za wzór, to po pierwsze - potrzebuje dobre ciuchy (najlepiej z markowymi naszywkami) spakowane w różne torby w zależności od pogody i kontynentu (inne do Miami, inne do Londynu ;); po drugie DUŻE imprezy do obgrania i obskakania - panowie dużo skaczą! (tzw. GIGS), na których rozgrzany do czerwoności tłum czeka na swoich bożyszcze za konsoletami mikserskimi (tutaj świetnie się sprawdza Ibiza!), no a na końcu jest muzyka - musi być głośno i dużo BUM BUM BUM, które niekoniecznie ma być słychać, ale ma być czuć... no i ruszamy...

swego czasu Rolling Stone Magazine napisał coś takiego: "DJ's are the new rockstars" czyli DJ są nowymi gwiazdami rocka. coś w tym jest, biorąc pod uwagę jak te tłumy w filmie reagują na pojawienie się panów Steve'a Angello, Axwell'a i Sebastiana Ingrosso, czyli owej szwedzkiej mafii domowej ;)

 

od jakiegoś czasu setką pytań męczę twórcę znajomego mi z Australii, a dziś po zobaczeniu tego dokumentu (nosi on tytuł "Take One") to w ogóle ma przewalone, bo już odpowiedział na jakieś 200 pytań ;) a jest autorytetem w tej dziedzinie, bo jak właśnie odpowiedział na moje kolejne pytanie (ha ha) - muzyką zajmuje się od 4 roku życia (a liczy sobie wiosen tyle co ja, czyli już jakiś czas żyje na tym świecie ;) wniosek z mojego męczenia pytaniami jest prosty (jak konstrukcja cepa - jak to się kiedyś mawiało): z różnych i dla różnych powodów ludzie na świecie robią muzyką... i tego należy się trzymać.

ale jak ktoś ma okazję film zobaczyć - to polecam. w 40 minutach twórca tego zmieścił 15 krajów i ponad 220 GIGS... niezły wyczyn!

a ja po projekcji pokręciłam się jeszcze trochę po galeriach w CC. można tam m.in. zobaczyć ciekawą wystawę fotografi z lat 50-70'tych, na których utrwalono ludzi na ulicach Chicago i NY! ale o tym może przy innej okazji ;)

po wyjściu z CC było jeszcze trochę czasu na krótki spacer. poszłam nad rzekę :) plus takiego popołudnia zimowego ma to do siebie, że mało ludzi wchodzi w kadr ;) poza tym dziś grali Bears (futbol amerykański) i też ludzi wymiotło - głównie przed tv ;)

spacerek nad rzeką (nie padał już śnieg) - oblookać można tu:

dodatkowo spacer był baaaaaaaaaaaaardzo udany, bo w uszach mi grał przegląd nowej płyty z Australi, która powstaje i na której  jeden kawałek dostał kiedyś moje imię i jest po prostu boski (nie, nie jestem obiektywna i być nie zamierzam! ;). mam nadzieje,  że już wkrótce zostanie on opublikowany w sieci i będe mogła go tutaj "wkleić" :)

na razie to idę spać.

z nadzieją, że dziś (bo już poniedziałek!) znajdę sobie wreszcie pracę, a za miesiąc się wyprowadzę z miejsca, w którym myszy stały się już bardzo uciążliwe :(

 

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:

Bookmark and Share