z Miasta Gwarków do Wietrznego Miasta!

Wpisy z tagiem: chicago

poniedziałek, 18 lipca 2016
Do trzech razy sztuka

Blox już dawno na zasłużonej emeryturze. Czas na restart :)

https://ewwwek.wordpress.com/

 

 

niedziela, 09 stycznia 2011
Black Swan

całkiem niespodziewanie trafiłam dziś do kina.... i zobaczyłam Black Swan. i wbiło mnie w fotel. CO ZA FILM!!! CO ZA NATALIE PORTMAN!!! nie pamiętam kiedy ostatnio mnie tak wbiło w fotel... daaaaaaawno temu... jeśli nie widzieliście, a macie jeszcze okazję to koniecznie trzeba do kina. nie wiem co napisać o tym filmie...

bardzo dobrze napisała o nim Koleżanka z Bloga Obok na swoim filmowym blogu - polecam przeczytać TUTAJ.

 

pewnie z kilka dni potrwa nim się po tym filmie otrząsnę... ALE KINO!

niedziela, 02 stycznia 2011
2010 / 2011

ostatni dzień 2010 roku powitał nas w Chicago taką niby wiosną 55F i wyłażącym zewsząd syfem, który skrył się pod śniegiem jeszcze niedawno... dla świętujących w tym roku "pod gołym niebem" było chyba nieco lepiej niż zazwyczaj - ciut mokro ale bez mrozu. więc piątek 31 grudnia 2010 wyglądał z grubsza tak:

sylwek

sylwek

sylwek

sylwek

sylwek

sylwek

sylwek

mój Sylwester nie był wyszukany ha ha ha - można to tak ładnie określić. moja siostra nazywa takie sytuacje "crap" bardziej obrazowo.

sylw

w tym okienku czatowym czai się Australia ;) właściwie to wypadło mi w tym roku świętować Sylwester 4-krotnie: o 7 rano mojego czasu z Melbourne, dwie godziny później z Yoshim i jego rodziną w Narze w Japoni (tu mi się już przysnęło), o 5pm mojego czasu z Jolkiem w PL (tu dałam d*** bo poszłam karmić koty za późno - ale o tym za chwilę) no i o północy w Chicago.

świętowałam też z Australią powstawanie nowej płyty i miałam trochę "preview" do posłuchania i to dobrych kawałków, że zeszła mi na to prawie cała butelka wina. co dla mnie osoby rzadko pijącej a jak już to nigdy dużo było wyzwaniem, które skończyło się tak, że koło 1.30am poszłam spać, co bardziej obrazowo można nazwać padnięciem w łóżko ;)

żeby nie było pięknie, to koło 4.30 obudziły mnie myszy i było po spaniu :(

ale Nowy Rok witałam w koszulce z New Yorkiem i to nie był wybór przypadkowy :)

NY

no i to by było na tyle. o! oglądałam jeszcze w CNN relacje z sylwestrowego Times Square w NY, którą prowadzili Anderson Cooper i Kathy Griffin i ta Griffin to jest kretynka... eh, ale to ona sobie stoi obok Andersona Coopera...

W pierwszy dzień Nowego Roku za to pogoda odwróciła się o 360 stopni niemal - nie ma śniegu, ale zrobiło się zimno (23F) i zaczął wiać jakiś arktyczny wiatr, zimny w cholerę, który powoduj to, że temperatura odczuwalna spadła bardzo w dół i było jak z 7F ..... zimno!

dokulałam się jednak do mieszkania Starszego Brata i niedoszłej bratowej ha ha, bo oboje się rozjechali w świąteczno-noworoczne wojaże a na ich porch'y zimuje stado kotów i trzeba futrzaste nakarmić. Nie mam szczęścia do spotkania całej siódemki, bo tyle się doliczył "brat" - w Sylwestra były 2 a dziś 4 sztuki ;) kicie są słodkie i gdyby nie to, że są dzikie i niektóre mają jakieś schorzenia, to zabrałabym ze dwa nawet do domu, żeby myszy pogoniły. no ale takie odpadają. ale możecie się napatrzeć. i jak ja teraz tam chodzę je karmić to się nie dziwię że starszy brat i niedoszła bratowa potrafią godzinami się na nie gapić. też mogę tam długo wystać przy tych drzwiach. zwierzaki są ekstra!

koty

koty

koty

koty

 

no i LUis dziś coś nie bardzo z przednią łapką.... zauważyłam, że trzyma ją uniesioną i tak do końca się na niej nie podpiera jak kica. mam nadzieje, że to reumatyzm mu się odezwał, a nie coś powazniejszego. zaraz zrobię przegląd łap.

 

no to wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :) niech spełnią się wasze marzenia! i samych dobrych wyborów! :)

02 Choice by sense

wtorek, 21 grudnia 2010
happy walking ;)

dziś zaćmienie księżyca. jeszcze nigdy nie oglądałam sobie takiego zaćmienia w wersji LIVE. w dodatku spadł puszysty świeży śnieg i zrobiło się cicho, biało i przyjemnie (będę lubić ten śnieg tylko do jutra rana, kiedy będę musiała pójśc do banku;)

więc kilka minut po pierwszej AM ruszyłam 4-litery, ubrałam się w miarę ciepło (jest lekki mróz, ale lekki bardzo), zabrałam aparat i wyszłam. księżyca nie widać niestety bo chmury gęste wiszą nad Chicago. ale zima jest piękna i z klimatem.

btw. to chyba pierwszy dzień zimy kalendarzowej wypada 21 grudnia?!

to zapraszam na krótki spacer ze mną ;)

kilka zdjęć poniżej - dużo ich nie zrobiłam w sumie ;)

winter

winter

winter

winter

winter

winter

winter

3majcie się ciepło! gdziekolwiek ta zima was zastała :)

aha, a do tej zimy to polecam posłuchać to:

02 Choice by sense

środa, 28 lipca 2010
last days with cast

no myślę, że tytuł adekwatny i w czwartek mi zdejmą ten gips i nowego już nie założą.... eh... marzenia.

dziś za to mam dzień telefonów od byłego pracodawcy. usłyszałam m.in.,że "jeśli możesz coś dla nas zrobić" i że taka "głupia sprawa" z tego... rączki opadają co?! no ja mogę dla was coś zrobić, sure. podobnie jak wy dla mnie wpędzając mnie w dno totalne teraz. szkoda, że nie mieli odwagi oddzwonić do mojego adwokata. tacy mądrzy zawsze...

no ale poza tym, to mam za sobą miły weekend, podczas którego zaliczyłam aż dwie imprezy! z gipsem to prawie niemozliwe ;O)

w sobotę kabaret znajomego - "Śmiechoterapia" - Andrzeja Trzosa. zabawne teksty, całość na poziomie. poza tym spotkanie ze znajomymi. w sumie extra wieczór. tak to mniej więcej wyglądało:

a tak wygladam jak sobie siedzę w pierwszym rzędzie na kanapie he he:

ewek

a w niedzielę chciało się P. po mnie przyjechać i przetransportować do Parku Milenijnego. to jest cała wyprawa ze mną no i dodatkowe koszty bo trzeba samochodem i płacić majątek za parking. dlatego przez ostatnie 8 tygodni w MP byłam... raz! właśnie w niedzielę. a wszystko za sprawą Grażyny Auguścik, która zaprosiła m.in. Andrzej Jagodziński Trio i z-jazz-owali Chopina. nieźle im to wyszło, choć miałam takie przeczucie, że jednak nie jest to muzyka na ciepłe niedzielne popołudnie w Parku Milenijnym...

no i P. się trochę wynudził.... dobrze, że ma neta w swoim telefonie ;O)

za to z powrotem przewiózł mnie baaaaaaaaardzo szybko po express line na autostradzie.... akurat mam do niego zaufanie jako do kierowcy, ale i tak mu powiedziałam, że jak mnie zabije, to będe go co noc straszyć! ;O)

i tyle ekscytujących newsów na razie. byle do czwartku.

i idę wyciągnąc pranie z pralki.

sobota, 24 lipca 2010
spróbujmy

oki doki, więc sprawy mają się tak - piszę i zobaczymy co będzie się działo. blog będzie zamknięty do końca spraw sądowych z byłym już na szczęście pracodawcą. słucham się grzecznie swojego adwokata, który kasuje $390 za godzine pracy- na szczęscie nie w mojej sprawie!!!! - i się wkurwiam, że ja tyle nie zarabiam... ale to trzeba było się uczyć w tej nudnej dziedzinie, jak się było młodym i -wtedy głupim. teraz po sprawie.

teraz natomiast mam jeszcze gips na nodze - teoretycznie do nastepnej wizyty, czyli czwartku przyszłego. i mam sie trzymać rygorystycznie wszystkich zaleceń przystojengo doktora Kapotas - co robię tak czy siak sumiennie od 3 czerwca :O) czyli mojej pierwszej wizyty u niego.

nie sądze, żeby też wiele się działo, że będe tu nie wiadomo co publikować. ale na przykład mogę wrzucić fote z niedzielnych zakupów w A&G ;O)

evek1

i moge sobie wrzucić foto jak wtranżalam fast food w środę:

fastFood

może nie będę się rozpisywać o mojej wizycie u adwokata w środę, ale powiem wam, że bezcenne było być świadkiem rozmowy telefonicznej jaką wykonał. zadzwonił on bowiem do byłych już pracodawców, ustawiając telefon w trybie "głośno mówiący" ;O)

za to ja miałam po spotkaniu z nim krótką wycieczkę objazdową po downtown i ten stricte amerykański lunch w Bensenville, na zachód od Chicago, z P., moim kierowcą ;O)

zdjęcia z downtown takie sobie. bo z samochodu. eh.... jak już będę chodzić i wyruszę z aparatem..... ale mi się marzy :O)

downtown 1

view

dirtyglass

wiem - szyba była brudna ;O) ale co tam.

no to by było na tyle. na razie. mam nadziej,że wszystko się w miarę sprawnie zakończy, blog wróci do swojego normalnego życia - choc może jak mi się spodoba to nie ;O) i bedzie się jakoś wszystko turlało do przodu.

na razie trzymajmy się wszyscy chłodno w te upały!

piątek, 16 lipca 2010
(boring update - I dont remember the number)

no tak, miałam nadzieje, że jednak gips mi zniknie na zawsze z nogi dzisiaj, ale wyglądało mi to zbyt pięknie, by było możliwe. nie powiem - noga zdecydowanie lepiej się ma - to już sama czuję - ale też i czuję, że jeszcze bez gipsu to jakoś tak.... nie bardzo.

no a skoro piątek i dwa tygodnie minęły, to znaczy, że był czwartek i było się w Cook County... no było ;O) eh.... jeśli by mi ktoś za to płacił, to ja mogę co tydzień popylać na spotkania z dr. Kapotas, a nawet codziennie! :D

ale do rzeczy. w chicago od kilku dni zabójcza wilgotność i upał. niby temperatura oficjalnie w okolicach 90F - ale odczuwalna to jakieś 100F. nosa więc ze swoich kilku klimatyzowanych metrów nie wyściubiam... ale dziś wyszłam. i jak tylko otwarłam drzwi, to powitała mnie "ściana" gestego powietrza, gorącego gęstego powietrza. mało przyjemne. dobrze, że w samochodzie P. działa klima!!!

rano... no, powiedzmy przedpołudniem, na Kennedy było w miarę spokojnie, choć czym bliżej downtown, to sytuacja się zagęszczała.

thursday

thursday

jak zwykle nie śpieszyło mi się do Cook County, bo nie ma znaczenia czy będę na 10 czy na 11 czy po 11 czy o 12. wysiedzę i tak swoje. tym razem byłam po 11am. i już na "dzień dobry" powitał mnie w poczekalni wrzask.... pamiętacie Sama Forda? jak tylko mnie zobaczył, że sobie kuśtykam, to od razu miejscówka obok niego i nawijał.... ten gościu gada cały czas. nie powiem - ubawiłam się nieźle. ale po dwóch godzinach spędzonych obok niego głowa mnie bolała!!! of kosz dowiedziałam się, że szukał mnie tydzień temu, że mu się śniłam, że chce mnie zabrać w jakies ciekawe miejsca w mieście, że Polki to generalnie murzynów nie lubią, ale on to mysli, że ja go lubię, wiem też na jakich stronach randkowych ma swoje zdjęcia, wiem za co go przyłapali w młodości (gościu ma 33 lata ;O) i dlaczego skończył tylko szkołę średnia, wiem co robi teraz, wiem, że biega, ze pije dużo pepsi... no kurna wiem o nim tyle, że nawet nie jestem w stanie tych wszystkich wiadomości pomieścić w głowie :O)

poza tym Sam jest na tyle fajny, że jak nagle paniom w recepcji się odwidziało i przestały wołać numerki, to wziął moje kartki i się ustawił w kolejce. bo on już biega w zasadzie bez kul, a ja ciągle z tymi kulami.

no i generalnie to wynegocjowałam z nim, że mnie zabierze w jakąś niedzielę do jego kościoła. bo ja zawsze chciałam zobaczyc na żywo taką mszę u murzynów, gdzie śpiewają i w ogóle atmosfera jest fajna. no ale samej to jakoś tak ciężko pójść. a tak - mam już obiecane.

no i mam maila do Sama Forda i już nawet mi napisał bardzo miło kilka słów. się gościu nie poddaje. ale na szczęście nie jakoś nachalnie.

 

biorąc pod uwagę, że nie zawołali mnie dzisiaj na prześwietlenie, to dzięki Samowi czas mi minął jakoś bardziej szybko w tej poczekalni. ale i tak się wysiedziałam. dopiero po 3pm trafiłam do lekarza. znowu trafiłam do tej, co ostatnio kazała ciąć mój gips i była afera. ale tym razem mój ulubiony murzyn gips zdjął. powiem wam, że noga nawet nie wygląda najgorzej. juz prawie wcale nie jest spuchnięta! potem mnie ta studentka posadziła pod ta ichnią maszyną do prześwietlania no i przyszedł dr. Kapotas.... eh.... ja bym mogła przynajmniej z pół dnia siedzieć z nim pod tą maszyną! ;O)

tym razem i tak się z nim tam nasiedziałam długo. bo oglądał i ogladał mi te noge i oglądał i mówi, że myślał o mojej nodze (niestety, o nodze) i już był przygotowany na to, że spotkamy sie jutro na operacji, a tu patrzy a to wygląda dobrze, a nawet bardzo dobrze. no i nawet nie oczekiwał, że tak to będzie. no to ja mu, ze wręcz przeciwnie - byłam w 100% przekonana, że tak właśnie będzie. i żeby ta studentka tam obok nie stała, to bym mu powiedziała, że kurna "checknęłam" cały jego background dzięki googlowi, to co sie miałam spodziewać, że źle będzie, jak to jeden z najlepszych chirurgów-ortopedów w JuEsEju?!

a tymczasem dr. Kapotas się uśmiechnął (boski ma uśmiech ;O) i powiedział, ze w takim razie jeszcze gips, widzimy się za dwa tygodnie i żebym szczególnie teraz nie stawała jeszcze na tej nodze i nie obciążała jej niczym.

po czym wróciłam na swoje miejsce, do swojego ulubionego murzyna od gipsowania, który przyszedł z tym swoim zestawem i z takim bananem na ustach mi oświadczył, że właściwie to on już skończył pracę, ale jeszcze mi założy gips - normalny gips bez żadnego wyginania, jak dotychczas. no normalnie miło z jego strony :O)

nie było jednak różowo do końca, bo trochę mi musiał wyprostować stopę z tym gipsem i nie powiem - bolało. ale tylko chwilę. i teraz gipsik mam taki jak na samym początku, lekki i artystycznie równiutki, bo gościu najlepiej tam chyba zakłada. no i lekki!!! po tych ostatnich warstwach to już mam dośc dźwigania tego ze sobą!

thursday

jakoś te dwa tygodnie jeszcze sie przemęczę. co robić. noge chcę mieć zdrową!

tym samym "posprzątana" z tą całą wizytą byłam rekordowo - bo już po 4pm. dodam tylko jeszcze z ciekawostek, że w poczekalni spotkałam Polaka. nie wiem jak ma na imie. młody gościu. złamana noga w kostce jak ja. oczywiście standard - pytanie jak to się stało. no i gościu mi opowiedział (na poczatek po angielsku he he), że wybrał sie o 4 nad ranem na basen i skakał przez ogrodzenie. no i właśnie tak się kończy - jak to sie wyraził: alcohol and women... "nice". ty bardziej, że już miał śruby w tej nodze z tego samego powodu... oj, nie zazdroszczę mu! ten to szybko skakać znów nie będzie!

 

no a ja spotkałam czekajac na swój transport M. pogadałyśmy trochę i razem z drugim M. pojechaliśmy w kierunku domu - a jak się później okazało - w kierunku sushi ;O) bo mnie M&M na sushi zaprosili. no miło!

a jeszcze niebo było dziś fajne do zdjęć. a jak wyjeżdża się z Cook County i wpada na autostradę to jest zarąbisty widok na Searsa (no dobra - Willis Tower)...

thursday

thursday

a to już sushi i evek wtranżalający ;O)

thursday

thursday

thursday

czwartek, 15 lipca 2010
boring sth...

farbowaliście sobie kiedyś włosy z nogą w gipsie.... "zarąbiście"... wrażeniami mogę się podzielić na maila.

tymczasem jutro wycieczka do Cook County. miałam 2 tygodnie przerwy. mają ściągnąć gips. jak to ostatnio Dr. Kapotas powiedział  - ściągnie i zobaczy czy dam radę już bez gipsu. a jak coś będzie nie tak, to  - zacytuję go: "we will fix it"...

lepiej, żeby nie trzeba było fix-ować nic. niech mi już tylko ściągną ten gips!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

 

6 tygodni. ale przeleciało, co... nawet nie wiem kiedy. właśnie tak w poniedziałek Tereska zauważyła od niechcenia, że czas popyla w tempie zawrotnym...

 

oki doki. ide spać. można 3mać kciuki!!!

a że dawno Luisa tu jakoś nie było, to na zakończenie gipsowej epopeji (mam nadzieję!!!!!!!!) - uszaty pilnuje żeby mi nogi nie uprowadzili, he he:

Luis

piątek, 09 lipca 2010
polaczki...

zaraz wam powiem dlaczego jestem przeciwna zniesieniu wiz dla Polaków.

mój "wspaniały" były pracodawca, który nie ma ubezpieczenia w związku z czym ja właśnie leżę z nogą w gipsie i mam opcje obgryzania ścian i mieszkania pod mostem, zwlekał z moim ostatnim czekiem. w końcu po trzech tygodniach od czasu kiedy powinnam go dostać zadzwoniłam sobie sama i spytałam czy łaskawie maja zamiar mi dać te marne parę dolarów. łaskawie dali.

oczywiście czek był bez pokrycia. i to nie personalny, ale payroll. 300 dolarów, żeby nie było, że zarabiałam tam jakieś tysiące. wpłaciłam czek na konto. i teraz mam minus i kary sypią się jedna za drugą. od wczoraj. wczoraj i tak mi ratowa tyłej J. który w banku moje konto monitoruje i jak tylko się wrócił ten czek, to mi ze swoich pieniedzy pokrył pierwszy minus... niestety karę dostałam nie tylko za zminusowanie konta, ale za transakcje bez pokrycia - bo zapłaciłam jeden rachunek online no i za wpłacenie czeka bez pokrycia.

zadzwoniłam więc dziś do byłego pracodawcy i mówie, że mnie urządzili na całego w takiej sytuacji. a moja na szczęście już była szefowa mi mówi, że no ona wie, bo wczoraj była w banku.... no kurwa - była w banku!!! i dodaje mi, że spyta R. - swojego brata - bo przecież ona mi tych pieniędzy nie da, bo nie ma...

musiałam poprosic P., żeby się spóźnił sam do pracy i pojechał mi odebrać kasę od tych ćwoków, a teraz muszę prosić J., żeby spieprzył sobie przerwę na lunch i zamiast jechać coś zjeść, to przyjedzie do mnie, weźmie kase i wróci bez lunchu do banku, żeby się wyrobić i mi te kase wpłacić, żeby mi już kar nie naliczali...

dlatego jestem przeciw zniesieniu wiz dla Polaków!!! a wręcz powinno sie to jeszcze zaostrzyć. żeby takie ćwoki już tu nie przyjeżdżały, nie zakładały pseudo biznesików i nie żerowały na ludziach.

a jak ktoś jest normalny, to zawsze tu normalnie wjedzie. i przynajmniej nie trzeba się go będzie wstydzić!!!

czwartek, 08 lipca 2010
Oko w oko z oko!

od dziś już oficjalnie w chicagowskim LOOP w downtown gapi sie na nas wielkie OKO. autorem tego jest Tony Tasset, lokalny artysta, który pomieszkuje w Oak Park (też bym chciała tam mieszkać!!!!). podobno wzorem dla OKA w LOOP było jego własne oko. sprawdzać nie będę. na szczęście oko postoi do końca października (atsanik - może się załapiesz??!! ;O) ale ja bym chciała już tam z aparatem być. na razie jednak z gipsem bardzo niewygodnie robi się zdjęcia :O/ udało mi się w minioną sobotę trochę zrobić z samochodu. są jakie są, ale i tak, że coś widać...

 

eye

eye

eye

jak ktoś ma ochotę i czas, to powinien wielkie oko "zaliczyć", bo wrażenie niezłe. ja to widziałam jeszcze "za płotem", ale od dziś już żadnych przeszkód nie ma i oko gapi się na ludzi swobodnie.

i właśnie za takie rzeczy lubię to miasto. zawsze jakaś atrakcja.

może w następną sobotę uda mi się namówić P. na przejażdżkę, choć się zapowiada, że ta sobota będzie pracowita... no cóż. zobaczymy. na razie w Chicago się trochę błyska i pada. ale i tak przesrane ma NY ze swoimi 104F (40C). trzymaj się chłodno NY!!!!!!!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:

Bookmark and Share